Nhật ký ma cà rồng

Through many dangers toils and snares

Wpis 2

Jedna z azjatek twierdziła że jedyną drogą wyjścia jest droga na przód, a dziwny Spokrewniony wyjawił że celem ich wspólenej podróży do otchałani było odbicie kogoś kogo nazywał "Mistrzem". Nie mając innych perspektyw na ratunek, ruszyłem z nimi. 

Szybko okazało się że dłuższe pozostawanie w tym miejscu nie jest najzdrowsze dla naszej poczytalności, cienie mamiły i ogłupiały. Wydawało się jakby mówiły do reszty, ja jednak z jakiegoś powodu niczego nie słyszałem.

W pewnym momencie wkroczyliśmy do miejsca wyglądającego jak arena, a przed nami stanęły dużo bardziej materialne cienie. Wyglądały dziwnie zajomo i nie kojarzyłem tego wspomnienia najmilej. Ale miałem nóż zabrany z dziwnej ludzkiej wioski. Pamiętałem że nieźle radzę sobie z nożem. Euforia walki zaćmiła mój umysł aż ostatni z przeciwników rozpłynął się w nicość. Nie byłem świadom jak brakowało mi tego uczucia…

Comments

Althea88 wlochdawid

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.