Nhật ký ma cà rồng

Dziennik Soo Won wpis 14

Otchłań

Razem z Kurin ruszyliśmy na poszukiwanie „przyjaciela” Szuckiego. Zaczęliśmy zagłębiać się  w świat z początku przypominający nasz, po czym przeszliśmy się Księżycową Ścieżką, na której dusze zadawały nam zagadki. Dzięki połączonym mocom naszych umysłów, udało się nam je rozwiązać. Później doszliśmy na skraj otchłani i ze ścieżek prowadzących w dół (złotej, srebrnej i żelaznej) wybraliśmy żelazną, na której spotkaliśmy Legion, szukający stałego miejsca spoczynku. Nic im nie obiecaliśmy, oni od nas nic nie chcieli, ale zgodzili się, byśmy trochę podróżowali razem. Przestrzegli przed Tańczącym Zakonem, czy czymś o podobnej nazwie.

Ze wstydem przyznaję, straciłam kontrolę. Ciemna strona mojej duszy zdecydowała wracać z Otchłani, pozostawiając Wu bez słowa. Z bezradnością mogłam jedynie obserwować, jak biegnie bez planu. Gdy wreszcie odzyskałam kontrolę podjęłam jedyną rozsądną decyzję. Usiadłam i czekałam, aż reszta grupy mnie odnajdzie. Po wielu godzinach przyszła Kurin i razem zaczęłyśmy przedzierać się przez krainę koszmaru. Nie wiem, czyja chora wyobraźnia mogła stworzyć to miejsce. Wszystko spływało krwią i nie było w tym ani umiaru, ani elegancji. Obecne tam potwory zażądały byśmy zjadły jakiś mózg, nie miałyśmy wyboru. Przybyli pozostali i ruszyliśmy dalej wśród złowieszczych szeptów i cieni. Spotkaliśmy zagubionego wampira, brzydkiego jak służący Cieplova i nieco mniej szalonego niż Zbędny. Droga do oświecenia jest trudna i ciężko zrozumieć jak prowadzi, ale zaprawdę czemu tutejsi Shen nieprzygotowani wchodzą do świata duchów wydaje się niepojęte.  Szucki twierdził, że coraz wyraźniej czuje obecność swojego „przyjaciela”, szliśmy więc przez teren wydający się oceanem ciemności z pływającym w nim cieniami. W pewnym momencie jeden z cieni przybrał kształt maski, chciałam go schwycić, by lepiej go zbadać, ale wymsknął mi się z rąk. Nie był maską – był macką. Na naszej drodze stanął duży cień i dał do zrozumienia, że „przyjaciel” Szuckiego znajduje się w miejscu, do którego on strzeże dostępu. Jedynym sposobem, aby się tam dostać było udowodnienie, że sami jesteśmy cieniami. Godziny spędzone w Otchłani, jej ciągłych szarzyznach i dziwnościach musiały stępić nasze poczucie ja, bo bez dyskusji poszliśmy wziąć udział w próbie, którą możemy przypłacić życiem.  Przenieśliśmy się na arenę, gdzie najpierw pokonaliśmy 3 cienie, a następnie kolejne 3 cienie, głównie dzięki potężnym rzutom wykonywanym przez Hoanga i Phounga i zwierzęcej walki Szuckiego i znajdy – Rasza. Zaiste, powinnam więcej skupienia poświęcać treningom z Pong Go, bo wyraźnie odbiegam umiejętnościami od moich braci. 

Z ringu zostaliśmy przeniesieni na ścieżkę prowadzącą w końcu do „przyjaciela” Szuckiego, po drodze musząc podołać niewielkim wyzwaniom. „Przyjaciel” Szuckiego sprawiał wrażenie osoby, która przeżyła wielką traumę, jednak udało się go przekonać, że przybyliśmy z pomocą. Razem ruszyliśmy z powrotem na powierzchnię, lecz zanim tam dotarliśmy, głos, który z nami rozmawiał, powiedział, że będziemy jego drogowskazami do świata żywych. Kurin twierdzi, że nie ma żadnych rytuałów, które mogłyby nas oczyścić z czegokolwiek, co nas tam naznaczyło. W normalnym świecie minęły 4 dni, ruszyliśmy przez las w stronę miasta, następnie wsiedliśmy do taksówek i pojechaliśmy do pałacu. Od czasu, gdy udało mi się otworzyć szkatułę z zamkniętym w niej kluczem do klatki, w której uwięziony był „przyjaciel” Szuckiego, czułam potrzebę przeczytania na nowo pewnych akapitów, dlatego ruszyłam do biblioteki.

Comments

Althea88 basbas

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.