Nhật ký ma cà rồng

...and in the darkness bind them!"

One ring to rule them all.

Zrobiłem sobie małe wakacje po naszej eskapadzie. Następnego wieczoru przyszedł Albert – ghul z wiadomością od szefa, który prosi abym zgłębił tajniki artefatku. Nie cierpiąc zwłoki, kazałem Albertowi zawieść mnie na Pole za Miastem, gdzie ćwiczyłem z przedmiotem. Zaiste jest potężny, jednak po używaniu go świat jest pogrążony w mroku, zapewnie skutki uboczne. Poza tym jest dość krwiożerne, więc skoczyliśmy na fastfooda z kurwy. 

Wietnamczyki skurczybyki zarządały wincyj materiałów wybuchowych. Pojebani, nie wiem kurwa co oni znowu chcą wysadzić, ale podejrzewam że wkrótce to ten ich pałac pójdzie się jebać. Zadzwoniłem do gruchy, który zgodził się i zarządał potrójnej ceny, a ja zarządałem od żółtków poczwrórnej. Zapłacili bez mrugnięcia, są bogaci. 

Spotakliśmy się gdzieś nad wisłą i ci popieprzeńcy porwali taksówkarza, grożąc mu bronią. Dałem im towar i czym prędzej stamtąd spierdoliłem. Nie wiem, każdy śmiertelnik z którym mają kontakt, jak nie jest żółty ma przejebane. W końcu się doigrają.

Kontynuwałem ćwiczenia następnej nocy i im dłużej się tego używa, tym większe uczucie zimna i ogarniającej ziemności, wręcz namacalnej. Czego się nie robi z miłości. 

Comments

Althea88 LukaszWojcik

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.