Nhật ký ma cà rồng

Welcome to your campaign!
A blog for your campaign

Wondering how to get started? Here are a few tips:

1. Invite your players

Invite them with either their email address or their Obsidian Portal username.

2. Edit your home page

Make a few changes to the home page and give people an idea of what your campaign is about. That will let people know you’re serious and not just playing with the system.

3. Choose a theme

If you want to set a specific mood for your campaign, we have several backgrounds to choose from. Accentuate it by creating a top banner image.

4. Create some NPCs

Characters form the core of every campaign, so take a few minutes to list out the major NPCs in your campaign.

A quick tip: The “+” icon in the top right of every section is how to add a new item, whether it’s a new character or adventure log post, or anything else.

5. Write your first Adventure Log post

The adventure log is where you list the sessions and adventures your party has been on, but for now, we suggest doing a very light “story so far” post. Just give a brief overview of what the party has done up to this point. After each future session, create a new post detailing that night’s adventures.

One final tip: Don’t stress about making your Obsidian Portal campaign look perfect. Instead, just make it work for you and your group. If everyone is having fun, then you’re using Obsidian Portal exactly as it was designed, even if your adventure log isn’t always up to date or your characters don’t all have portrait pictures.

That’s it! The rest is up to your and your players.

View
Dziennik Soo Won wpis 1
Wstęp

Długotrwałe medytacje sprawiły, że zdecydowałam się prowadzić ten dziennik. Ścieżka do oświecenia jest trudna i kręta. Mamy uczyć się od starszych od siebie, mamy uczyć się od młodszych od siebie. Czyż nie najlepiej, jednakże, uczyć się od siebie? Wgląd we własną przeszłość z pewnością pomoże nie popełniać tych samych błędów.

Przeszłość, ta ludzka, staje się dla mnie coraz mniej wyraźna. Jak to było żyć? Czy czymś się to różniło od nieżycia? Dieta, oczywiście, jest trochę inna, reakcja na głód też była mniej drastyczna. Emocje jednak? Czy radość żyjącego jest inna od mojej? Czy mój palący gniew i niezgodna na niesprawiedliwość na świecie nie mogłaby równie dobrze przeszywać śmiertelnika?

Całe moje życie trwała wojna. A jednak dzieciństwo pamiętam jako pełne słońca dni spędzone w ogrodzie razem z moim rodzeństwem. Później nadszedł czas nauki oraz powolnego wprowadzania do towarzystwa. Bankiet tu, raut tam, spotkanie z tym, czy innym generałem, ministrem. Jeden uśmiech, odpowiednie przekrzywienie głowy i ci wszyscy wysoko postawieni oficjele byli mi gotowi zdradzić swoje najgłębsze sekrety. Oczywiście, zostało to zauważone. Zabawa stała się jednocześnie pracą.  Zdobywanie informacji z jednej tylko strony szybko stało się nudne. Poznawanie pełnego obrazu wydarzeń, żonglerka wiadomościami, pociąganie sznurkami zza kulis, to dopiero było emocjonujące. Raz tylko przekazałam informacje tak, jak mi kazano, nie do końca rozumiejąc czemu. Potem umarłam.

View
Ostatni dzień

Ostatnia misja, na którą zostałem wysłany za mojego życia, z początku nie wyróżniała się niczym szczególnym. Nic nie wskazywało na to, że to dla mnie koniec tej wojny. Dostaliśmy informacje, że w wiosce ukrywają się Amerykanie, składują tam broń, a ludzie są po ich stronie. Jest to ich centrum z którego chcą wyprowadzić atak na nasze oddziały działające w jej otoczeniu. Nie z takimi rzeczami spotkałem się w tym piekle. Infiltracja, sprzedawanie informacji, ukrywanie i zaopatrywanie żołnierzy było na porządku dziennym.

Nasz oddział składał się głownie z świeżaków, jedynymi doświadczonymi żołnierzami byłem ja i Hoang Nguyen. Do tego dołączyła do nas z niewiadomych dla mnie powodów Soo Won Nguyen. Ona nam przekazała informacje o zdradzie w wiosce, miała nam też w jakiś sposób pomóc w czasie walk. My mieliśmy nie dopuścić do jej śmierci, co nam się nie udało. Atak zaplanowaliśmy na dwie godziny przed wschodem słońca, po zmroku zaś udaliśmy się razem z Hoangiem na zwiad do wioski. Nie zauważyliśmy nic ciekawego, poza tym, że mieli problem z dostarczeniem nam standardowej ilości ryżu. Ich kłamstwa były aż zbyt oczywiste, ale nie drążyliśmy tematu, nie chcąc narażać naszej misji. Wracając do obozu spotkaliśmy Soo Won, która wybrała się na rekonesans do wioski. Dostała na to pozwolenie od dowódcy, więc nie zastanawiałem się zbytnio nad tym.

Plan ataku polegał na podpaleniu chat i wystrzelaniu każdego uzbrojonego w polu widzenia. Rozlokowani byliśmy dookoła wioski. Przewagę miał nam zapewnić ogień, oślepiający tych w wiosce, a nam dający możliwość wypatrzenia wrogów. Ukryci wśród drzew mieliśmy być niewidoczni dla przeciwnika. Podpalenie przebiegło sprawnie, jednak to co nastąpiło później nie było tym czego się spodziewaliśmy. Amerykanów nie było, za to cała wioska zaczęła nas atakować. Każdy mieszkaniec miał broń. Nastąpiła wymiana ognia, wieśniacy zaczęli ginąć, zbłąkana kula zakończyła moje życie.

View
Pierwsza Noc

Obudziliśmy się w wielkiej prostokątnej sali, cały środek zajmował stół pokryty jedzeniem i napojami. Ja, Soo Won i Hoang leżeliśmy nadzy na podłodze, nie wiedząc skąd się wzięliśmy w tym miejscu. Po szybkim zbadaniu pomieszczenia znaleźliśmy jeszcze 3 ciała, w przeciwieństwie do nas, martwe. Nie było żadnego wyjścia ani okien, ale jedna część ściany wyglądała podejrzanie. Spróbowałem jedzenia i okazało się zamieniać w ziemię po włożeniu do ust. Po przeprowadzeniu kilku testów zrozumieliśmy, że z całego stołu jadalne jest tylko mięso i wino. Wpadliśmy na dwa pomysły jak możemy spróbować się wydostać. Hoang zaczął kopać w ziemi, używając do tego misy ze stołu, próbując przekopać się pod ścianą. Ja z Soo Won ustawialiśmy krzesła na stole, robiąc z nich piramidę, żeby sprawdzić, czy nie da się wydostać przez sufit. Zanim jednak skończyliśmy, Hoang zobaczył światło wydostające się z dziury którą wykopał, więc pomogliśmy mu i przekopaliśmy się na drugą stronę.

Po drugiej stronie była polana. Budynek, z którego wyszliśmy okazał się iluzją, tak jak jedzenie na nim. Spotkaliśmy tam pierwszego Kuei-jina, no poza nami, oczywiście, bo my też nimi jesteśmy. Zagadkami wyjaśnił nam, co się nam stało i gdzie mamy się udać. Gdy się dowiedziałem, że spędziliśmy bliżej nieokreślony czas w masowym grobie i żywiliśmy się cały czas mięsem trupów, zwymiotowałem. No i poczułem się gorzej. Kuei-jin zaprowadził nas na nasze pierwsze normalne żywienie, wyssaliśmy trochę krwi z jakiejś Wietnamki, a następnie poszliśmy do wioski wampirów.

Co tu dużo mówić, spędziliśmy tam nieco czasu, nauczyliśmy się kim jesteśmy, jak wygląda społeczeństwo po tej drugiej stronie. Jak mamy się zachowywać, jak żywić. Ja z Hoangiem wybraliśmy ścieżkę Smoka, Soo Won podąża drogą Żurawia. Po zakończeniu szkolenia dostaliśmy za zadanie odbyć podróż do kraju zwanego Polską i odnaleźć nasze rodziny, które ponoć się tam udały.

View
Polska

W bibliotece udało nam się dowiedzieć, gdzie znajduje się mniej więcej ta cała Polska, był z tym pewien kłopot, bo okazało się że nie ma jej na naszych mapach, ale udało się go na szczęście rozwiązać. Dowiedzieliśmy się, że takie odległości Kuei-jini pokonują w świecie Yin, Yang, albo naszym świecie. Nie czuliśmy się na siłach przebywać tak długo w świecie duchów, więc niewiele myśląc wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy prosto do stolicy. Po drodze ustaliliśmy, że potrzebujemy jakichś lewych dokumentów, żeby móc polecieć samolotem. Wielodniowa podróż statkiem mogłaby być dla nas problematyczna.

Na miejsce dotarliśmy nocą i od razu przeszliśmy do realizacji planu. Odwiedziliśmy czynne jeszcze bary i Soo Won miała okazję poćwiczyć w praktyce swoje moce. Czytając umysły ludzi dotarliśmy do odpowiednich osób, którzy niestety okazali się niehonorowi. Pokazaliśmy im nasze Wing Chun. Tak czy siak, zdobyliśmy potrzebne dokumenty dla mnie oraz papiery na przewóz dwóch trumien z ciałami. Ja jako najbardziej ludzki i mniej podatny na słońce zostałem pasażerem samolotu, a Soo Won i Hoang trumien. Podróż przebiegła bezproblemowo, a w Warszawie po jakimś czasie nawet udało mi się znaleźć trumny i uwolnić towarzyszy z ciemności.

Soo Won wybrała trochę lokalnej waluty i poleciliśmy taksówkarzowi zawieźć nas w miejsce, gdzie mieszka najwięcej Wietnamczyków. Wysiedliśmy przy ogromnym targowisku. Naszą uwagę jednak przykuła osoba na dachu budynku po przeciwnej stronie ulicy. Zaczęliśmy ją śledzić i o to poznaliśmy naszą pierwszą wampirzycę z tego miasta. Sympatyczna Chinka Lao Tsu zaprowadziła nas do Pałacu w którym mieszkają chyba wszyscy miejscowi Kuej-jini. Został nam przydzielony pokój, a my zabraliśmy się ze poznawanie współlokatorów.

 

(no w końcu jesteśmy na miejscu, arghh..)

View
Pałac

W Pałacu najużyteczniejszym jak na razie lokatorem okazał się Chien Mien. Jest on naszym bibliotekarzem i najłatwiejszym źródłem wiedzy. Podąża drogą Żurawia i jest chętny do dzielenia się i poznawania nowych rzeczy. Stara nam się pomóc na tyle ile potrafi w odnalezieniu się w tym dziwnym mieście. Jego biblioteka jest wypełniona sporą ilością książek. Znajdują się w niej i te z wiedza powszechną, bardziej specjalistyczną i nadnaturalną. Szkoda, że nie umiem czytać.

Woo Lee także jest otwartą postacią, ale każda wizyta u niego kończy się chlaniem i pomimo tego, że podąża tą samą ścieżką co ja i Hoang, to nie przybliżył nas do oświecenia. Chyba, że nie umiem tego dostrzec jako nowicjusz.

Kuri Nguyen jest naszą rodaczką, ale nie dogadujemy się z nią zbyt dobrze. Jest strasznie zapatrzona w siebie i swoją wredną nekromancję. Staramy się unikać spotykania z nią. Wiemy, że mała jest szansa, że się od niej czegoś dowiemy, czy nauczymy. A tylko będziemy musieli przetrwać niemiłą z nią rozmowę.

Pong Go jest naszym sifu! Prosiliśmy o przyjęcie nas w nauki i musieliśmy udowodnić, że jesteśmy godni nauczania. Spędziliśmy cztery dni nie żywiąc się Chi, a pozostając na głodzie. Żeby to osiągnąć zgłębiliśmy podstawy medytacji, które były zapisane w starej księdze znalezionej w bibliotece. Wydaje mi się, że to samo w sobie było praktyczną lekcją, bo od tego czasu z własnej woli poddaję się medytacji, żeby powstrzymać ucieczkę Chi z mojego ciała. Teraz zaś każdego wieczoru przychodzimy do Pong Go na szkolenie.

Sakury Tano nie udało nam się zbytnio poznać. Jedyne nasze z nią spotkanie było oficjalne i krótkie. Ogólnie wydaje się bardzo stanowczą i potężną osobą. Zabiła szeryfa Ciepłowa.

Z poważnymi sprawami zwracamy się do Lao Tsu, gdyż dostęp do Sakury jest ograniczony. Wydaje mi się osobą godną zaufania i odpowiedzialną, ale potrzebujemy ją lepiej poznać, żeby potwierdzić jej prawdziwą naturę.

Jest jeszcze Won Ton, ale o nim niewiele mogę powiedzieć.

View
Rodziny i Pioruny

Żeby lepiej wtopić się się w tło miasta razem z Hoangiem zakupiliśmy na Stadionie lokalne ubrania. Ja wybrałem zajebiste jeansy i czarną koszulę na guziki, on strój ludzi których najczęściej spotykamy w okolicy, dresowe spodnie i bluzę. Soo Won pozostała przy swoich wietnamskich szatach, najwyraźniej w nich najlepiej się czuje. Trochę nam to zajęło, ale udało nam się zlokalizować nasze rodziny. Moja i Huonga pracuje na stadionie trudniąc się sprzedarzą alkoholu i kaset, a mieszkają w tym samym budynku, razem z innymi Wietnamczykami. Zaś rodzina Soo posiada sieć restauracji, jedną pod stadionem, a mieszka jej zdaniem w okropnych warunkach, nie mnie to oceniać. Na wsparcie dla naszych rodzin przyjdzie czas, najpierw sami musimy się tu odnaleźć.

Chodząc i zwiedzając naszą domenę poznaliśmy trochę lokalnej ludności. Wychodzi na to, że są twardzi, ale nie umieją się zbyt dobrze bić. Zostawiliśmy ich trochę poobijanych za sobą po kilku sprzeczkach, albo za sprawą sprawiedliwości Soo Won. Służby policyjne nie zjawiają się zbyt szybko, przynajmniej w naszej dzielnicy, więc nie musimy się nimi przejmować. Ogólnie jest całkiem spokojnie.

Za to najciekawsze co nam się przydarzyło na początku naszego pobytu w Warszawie to spotkanie potężnego ducha, Raidena. Poszukując naszych rodzin przekraczaliśmy mostem rzekę zwaną Wisłą, gdy rozszalała się burza. Wśród wiatru i błyskawic udalo się na naszym nieludzkim wzrokiem wypaczyć Księcia Piorunów. No naprawdę jest kogo podziwiać. Jest to wielki samuraj potrafiący władać żywiołami, a i żeby komuś normalnie przypierdolić to pewnie nie trzeba mu dwa razy powtarzać. Zawarliśmy z nim układ, trochę w ciemno, bo wziąl nas z zaskoczenia, ale słowa dotrzymamy. Mamy zdobyć dla niego miecz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej. Posiada go Hans Schröter, wampir bliżej nam nie znany. Okaże się, że jest jednym z najpotężniejszych postaci w tym mieście, a zadanie trochę się pokomplikuje. Ale najważniejsze, jak je wykonamy to Raiden będzie użyczał nam swoich mocy i walczył dla nas, gdy zajdzie taka potrzeba.

View
Wampiry z Zachodu

Nasze pierwsze spotkanie z tymi bezdusznymi stworzeniami odbyło się w Pałacu. Annabelle Yang jest łącznikiem z Cainitami i sama jest jednym z nich. Żeby się z nią spotkać trzeba zapalić świeczkę przy oknie. To trochę dziwne, wydawałoby się, że łatwiej jest zadzwonić. Mają tu taką technologię. My sami używamy krótkofalówek. Przydatne urządzenia zakupione na Stadionie. No więc opowiedziała nam co nieco co i jak na mieście. Nie pożywiać się poza naszą strefą i takiem tam. 

Mieliśmy zamiar dowiedzieć się w Pałacu o tym Schröterze. Zaczęliśmy i skończyliśmy na naszym przyjacielu, Woo Lee. Odradził nam wypytywanie wśród Kuei-jin, że jest to trudny temat. Zasugerował nam jednak, zagadką oczywiście, pogadanie z duchami. Duchy Yin, gromadzące się przy pokoju Kuri wskazały nam drogowskaz na naszej ścieżce. Udaliśmy się na cmentarz ofiar poległych w czasie wielkiej drugiej wojny. Tam dowiedzieliśmy się, że Hans do nich przychodzi i nęka przykute do tego miejsca dusze. Że był w czasie wojny i też nękał. Ustaliliśmy z najsilniejszymi z zamieszkujących tam duchów, że im pomożemy. My odprawimy dla nich rytuał zmniejszający cierpienia dusz, one zaś pomogą nam w walce ze Schröterem. Do tego poinformują nas kiedy tylko ten przyjdzie znowu do nich, gdyż robi to nieregularnie.

Dwa dni później umówiliśmy się przez Annabelle z Ciepłowem, mieniącym się Księciem tego miasta. Choć z tego co zdążyliśmy się dowiedzieć, pod jego władaniem jest tylko mała część Warszawy, ale za to ta z interesującym nas cmentarzem. Ciepłow mieszka i ma swoje Elizjum w Pałacu Kultury i Nauki, takim wielkim, szarym i brzydkim, zaraz przy dworcu głównym. No ogólnie to miasto nie jest zbyt piękne, więc nie miał za bardzo w czym wybierać. Przyszliśmy, pogadaliśmy, chcieliśmy się dowiedzieć coś o tym całym Hansie. Mieliśmy plan, żeby połączyć z nim nasze siły, by rozwalić jego konkurenta. Niestety Ciepłow nam nie uwierzył lub nie czuł się jeszcze na siłach żeby walczyć. Spotkanie minęło dość szybko i nie osiągnęliśmy kompletnie nic. Do dupy te wampiry.

View
Dalej te z Zachodu

Soo Won otrzymała list od osoby podającej się za Annę, żeby się z nią spotkała. Miała oczywiście przyjść sama, ale byłoby to głupie, więc razem z Hoangiem ulokowaliśmy się niedaleko miejsca spotkania, a była nim kawiarnia na dworcu zwanym głównym. Ogólnie to Anna przekazała Soo Won fiolkę z zapewne krwią i chciała żebyśmy sprawili, żeby Ciepłow ją wypił. Co było bardzo dziwne. No ale jesteśmy nowi w mieście, nie wiemy jak tu się do końca sprawy mają. Do tego chyba nie za dobrze się ukrywaliśmy, bo od razu zostaliśmy zauważeni. Trzeba będzie się podszkolić.

Następnie udało nam się spotkać z Ciepłowem i przekonać go, że mamy ważną sprawę i poprosiliśmy o spotkanie w jakimś dobrze chronionym miejscu. Nastąpiło to dwa dni później w kanałach, jakieś super tajne miejsce. Na miejsce zaprowadził nas wampir prawie tak brzydki jak Hoang. Przekazaliśmy Ciepłowowi fiolkę, którą oddał do przebadania, a my opowiedzieliśmy o całym tym spotkaniu. A Anna sugerowała na nim, że może coś stać się naszym rodzinom, więc poprosiliśmy żeby miał na nich oko i ochraniał je w miarę swoich możliwości. Z odprawieniem rytuału na cmentarzu nie mógł nam pomóc, bo jedyny nekromanta jakiego zna to Hans. Ale za to ma wyjebane, jeśli zabijemy go (Hansa) w jego (Ciepłowa) domenie, gdyby nam przyszła na to ochota.

Trochę spędziliśmy czasu obserwując swoje rodziny, czy nic się im nie dzieje, ale nie zauważyliśmy nic nadzwyczajnego. Nie mając zbytniego wsparcia od wampirów, jednych i drugich, zainteresowaliśmy się tematem zmiennokształtnych w tym mieście. Udaliśmy się do biblioteki i zgłębiliśmy wiedzę na ich temat, a nie było jej zbyt wiec. Okazuje się, że mają tylko wilkołaki i że nikt z Kuei-jinów za bardzo się nimi nie interesował. Doszliśmy do wniosku, że trzeba się do nich wybrać i spróbować się jakoś z nimi dogadać.

View
Hengeyokai

Trochę nam zajęły poszukiwania tutejszych zmiennokształtnych. Muszą być trochę nieśmiałe, bo nie było to łatwe. Ale przy pomocy miłego ducha udało nam się trafić na ich ślad. W jakimś zapyziałym forcie znaleźliśmy jedną z nich. Wyglądała trochę jak dziwka. Była lekko podenerwowana tym, że weszliśmy bez pukania, chociaż nie było drzwi. No ale umówiła nas na spotkanie z Vasylem, chyba przodownikiem stada.

Noc, czy dwie później przybyliśmy na umówione miejsce. Jakiś park czy las, drzew trochę. Nie orientuję się jeszcze w tym mieście. Razem z Vasylem była tam zgraja różnych wilkołaków w różnym stanie przemiany. Pogadaliśmy trochę, wilkołaki były nieufne. Ustaliliśmy, że odprawią rytuał na cmentarzu i wspomogą nas czymś co pomoże nam w walce z Hansem, ale chcą żebyśmy zrobili jakieś głupie rzeczy. Mamy wysadzić fabrykę Ursusa i przynieść im krwi wampira z otoczenia Ciepłowa. Najpierw chcieli krwi samego księcia, ale wyjaśniliśmy im, że jest to lekko niewykonalne. Spytaliśmy też o resztę zmiennokształtnych, ale się wtedy zrobiły agresywne, więc nie drążyliśmy tematu. Chyba wilkołaki są jedynymi Hengeyokai, jakie tu spotkamy.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.