Nhật ký ma cà rồng

Dziennik Soo Won wpis 17
Rasz

Kolejną noc zaczęliśmy od wizyty u Chien Miena, który przybliżył nam nieco tutejszy świat Yin. Niestety, nie potrafił nam powiedzieć zbyt wiele. Być może powinniśmy udać się również do Kurin. Dowiedzieliśmy się, że duchy mają zwykle przedmiot, który łączy je ze światem materialnym i być może zniszczenie takiego przedmiotu umożliwi przywrócenie ducha do wielkiego koła życia. Albo wyrzucenie go z niego na wieczność. Chien Mien tego nie doprecyzował, położył jednak nacisk na to, że przodków trzeba szanować i nie nam oceniać ich ścieżki. Rozum mój szanuje jego zdanie i chce z nim się zgodzić, serce jednak podpowiada, że Zbrojnowicz według żadnych miar nie zasługuje na istnienie.

Przyjrzeliśmy się również rzeczom przyniesionym przez moich braci z leża Asamity. Jedna książka dotyczyła najnowszej historii Polski, pozostałe wyglądały na napisane w języku arabskim. List, napisany męską ręką po polsku, ostrzegał Asamitę o tym, że go odnaleźliśmy. Nasze zajęcia przerwało przybycie do Pałacu KinJina – znajdy.

Rasz zaoferował nam swoje usługi, twierdząc, że jest bez grosza. Próbowaliśmy się dowiedzieć, o co naprawdę mu chodzi, ale zdawał się nie kłamać. Jedyny fałsz wyczułam, gdy mówił, że jest tropicielem, a jego umysł krzyczał, że jest zabójcą na zlecenie. Hoang, oczywiście, próbował od razu zlecić mu zadanie, jednak razem z Phu’o’ngiem poinformowaliśmy Rasza, że odezwiemy się do niego po przemyśleniu oferty.

Ucieczka ofiary zniechęciła trochę moich braci i zgodziliśmy się, by poprosić Rasza o odnalezienie porwanego dziecka. Po drobnych problemach technicznych udało się nam przez telefon z nim umówić na spotkanie, gdzie przedstawiliśmy mu sprawę. Zażądał miliarda złotych i z tej ceny udało się zejść do 350 milionów z góry i drugiego tyle z dołu. Mogłabym się targować bardziej, ale życie krewnego jest przecież bezcenne. Mam nadzieję, że nie będziemy żałować podjętej decyzji.

View
Dziennik Soo Won wpis 16
Więzi

Kolejnej nocy ponownie się z braćmi rozdzieliliśmy – Hoang i Phu’o’ng ruszyli ponownie do leża Asamity, a ja poszłam na spotkanie z profesorem. Wiedząc, że czas nas goni, postanowiłam wypróbować na nim moją nową umiejętność trwałego przywiązywania ścieżek innych istot do swojej. Zadanie wymagało ode mnie dużo siły i skupienia, ale w efekcie profesor zaznaczył już wszystkie słabe punkty pieca,  a w przyszłości pójdzie z nami na akcję. Pomyślałam również, że może on nas uczyć polskiego i tym pomysłem podzieliłam się po powrocie z braćmi. Phu’o’ngowi pomysł się bardzo spodobał, Hoang natomiast odmówił uczenia się „tego barbarzyńskiego języka”, przedstawienie tego pomysłu jako doskonałego nowego doświadczenia zmieniło jednak jego zdanie.

Bracia wrócili ze swojej misji przynosząc nieszczególnie dobre wiadomości. Dom, do którego pojechali wyglądał na opuszczony w pośpiechu, a poruszanie się w nim było utrudnione ze względu na wszechobecne pułapki. Znaleźli jedynie parę książek i list, których nie obejrzeliśmy od razu będąc umówionymi na spotkanie z Szuckim.

Zachęcona poprzednim sukcesem, próbowałam spleść ze swoją ścieżkę wiozącego nas taksówkarza, ale, prawdopodobnie przez zmęczenie, nawiązanie więzi się nie udało. Taksówkarz zdecydował się wyrzucić nas z samochodu, na co Phu’o’ng zareagował przystawieniem mu pistoletu do głowy. Przez cały czas, gdy Hoang rozmawiał z Szuckim, jak starałam się załagodzić sytuację i przyznaję, że nie wiem po co w ogóle tam jechaliśmy. Ostatecznie taksówkarz zawiózł nas do domu i mam nadzieję, że świadomość tego, że w każdym momencie możemy go znaleźć, zniechęciła go skutecznie do mówienia komukolwiek o całym zajściu.

Tej nocy odwiedziłam również nasze lokale, gdzie nasi dzielni rodacy dzień i noc pracują nad zleconym im zadaniem. Na razie obiecują, że nie będzie żadnych opóźnień.

View
Dziennik Soo Won wpis 15
Ponowne spotkania z duchami

W czasie, w którym przebywaliśmy w Otchłani, ominął nas termin spotkania z duchem Zbrojnowicza. Gdy do niego przybyliśmy wyraźniej dawał po sobie poznać, że mu to nie odpowiada. Przez całe spotkanie musiałam się powstrzymywać, by nie okazać przyćmiewającej wszystko niechęci dla tego stwora. Czy przez szacunek dla przodków naprawdę powinniśmy pozwolić, by takie istoty mogły działać i wpływać na losy niewinnych istot? Skoro na co dzień staram się powstrzymywać niesprawiedliwość wymierzaną przez żywych, o jak istotniejsze jest powstrzymywanie niesprawiedliwości wymierzanej przez Shen, przed którą nie są w stanie się bronić! Pozwoliłam Hoangowi  grać z nim w grę w pytania, która skończyła się tym, że Hoang powiedział wprost, że duch przebywa na dworcu, a Zbrojnowicz udzielił nam informacji, że poszukiwany przez nas KinJin pojawił się dopiero 2 dni temu i jest obecnie u Cieplova. Akceptuję, że planowanie nie jest najmocniejszą stroną moich braci i gdy sama walczę ze swoimi demonami, nie mogę krytykować ich poczynań. Ponieważ informacje udzielone przez tego łotra zdawały się dotyczyć Rasza, wskoczyliśmy w taksówkę, by spotkać ducha zanim dotrze do niego Zbrojnowicz.

Był to doskonały pomysł. Dusza powiedziała nam, że kosztem uwięzienia jednej z nich, razem z towarzyszkami odkryły, że Asamita spotyka się ze Schröterem w fabryce na Ursusie. Gdy tylko przekazała nam tę informację, do hali dworca wpadł, tak jak to zwykle bywa na filmach, Zbrojnowicz. Duszyczka na jego widok wpadła w panikę i uciekła. Nie do końca tak to spotkanie wyobrażaliśmy sobie razem z braćmi. Zdaje się, że trzeba będzie zdobyć jakieś informacje o tutejszym świecie Yin.

Pojechaliśmy zatem na Ursus, gdzie po raz pierwszy spojrzeliśmy na fabrykę, którą chcemy wysadzić. Poprzez zasłonę zobaczyliśmy zupełnie inny obraz tego miejsca, niż w świecie realnym. Było on pełen ogromnych pająków, a centralne miejsce stanowiła w nim niedokończona katedra, w świecie żywych wyglądająca jak jeden z bloków. Ruszyliśmy tam. Moi bracia zaczaili się przed wejściem gotowi śledzić pierwszą osobę, która wyjdzie z budynku. Ja siedziałam za rogiem, czekając aż przez mikrofalówkę dadzą mi znać, że ruszyli na łów. Widziałam, jak Huang wskakuje na taksówkę na chwilę zatracając normalne proporcje ciała, a Phu’o’ng leci za nim na swoich skórzanych skrzydłach.

Będąc w Otchłani naszła mnie myśl, że być może sprawę katany próbujemy rozwiązać w zły sposób. Być może, wystarczyło tylko pójść i porozmawiać ze Schröterem. Być może jego obraz, wyłaniający się z opowieści jest fałszywy. Dlatego byłam gotowa spotkać się z nim i pewnym krokiem weszłam do jego schronienia. Idąc do miejsca, które w świecie Yin wyglądało na wypełnione mocą, a w świecie rzeczywistym na wejście do piwnicy natrafiłam na uwięzione duchy. Zablokowały mi one przejście mówiąc, że przejść może tylko ten, komu Schröter na to pozwoli, jednak na ucho jeden z nich mi szepnął, że przez ducha z dworca dadzą mi znać, kiedy przejście będzie możliwe – bez wiedzy Schrötera. Wróciłam więc do Pałacu, gdzie spotkałam się z moimi braćmi bardzo zadowolonymi, że udało im się znaleźć kryjówkę Asamity.

View
Dziennik Soo Won wpis 14
Otchłań

Razem z Kurin ruszyliśmy na poszukiwanie „przyjaciela” Szuckiego. Zaczęliśmy zagłębiać się  w świat z początku przypominający nasz, po czym przeszliśmy się Księżycową Ścieżką, na której dusze zadawały nam zagadki. Dzięki połączonym mocom naszych umysłów, udało się nam je rozwiązać. Później doszliśmy na skraj otchłani i ze ścieżek prowadzących w dół (złotej, srebrnej i żelaznej) wybraliśmy żelazną, na której spotkaliśmy Legion, szukający stałego miejsca spoczynku. Nic im nie obiecaliśmy, oni od nas nic nie chcieli, ale zgodzili się, byśmy trochę podróżowali razem. Przestrzegli przed Tańczącym Zakonem, czy czymś o podobnej nazwie.

Ze wstydem przyznaję, straciłam kontrolę. Ciemna strona mojej duszy zdecydowała wracać z Otchłani, pozostawiając Wu bez słowa. Z bezradnością mogłam jedynie obserwować, jak biegnie bez planu. Gdy wreszcie odzyskałam kontrolę podjęłam jedyną rozsądną decyzję. Usiadłam i czekałam, aż reszta grupy mnie odnajdzie. Po wielu godzinach przyszła Kurin i razem zaczęłyśmy przedzierać się przez krainę koszmaru. Nie wiem, czyja chora wyobraźnia mogła stworzyć to miejsce. Wszystko spływało krwią i nie było w tym ani umiaru, ani elegancji. Obecne tam potwory zażądały byśmy zjadły jakiś mózg, nie miałyśmy wyboru. Przybyli pozostali i ruszyliśmy dalej wśród złowieszczych szeptów i cieni. Spotkaliśmy zagubionego wampira, brzydkiego jak służący Cieplova i nieco mniej szalonego niż Zbędny. Droga do oświecenia jest trudna i ciężko zrozumieć jak prowadzi, ale zaprawdę czemu tutejsi Shen nieprzygotowani wchodzą do świata duchów wydaje się niepojęte.  Szucki twierdził, że coraz wyraźniej czuje obecność swojego „przyjaciela”, szliśmy więc przez teren wydający się oceanem ciemności z pływającym w nim cieniami. W pewnym momencie jeden z cieni przybrał kształt maski, chciałam go schwycić, by lepiej go zbadać, ale wymsknął mi się z rąk. Nie był maską – był macką. Na naszej drodze stanął duży cień i dał do zrozumienia, że „przyjaciel” Szuckiego znajduje się w miejscu, do którego on strzeże dostępu. Jedynym sposobem, aby się tam dostać było udowodnienie, że sami jesteśmy cieniami. Godziny spędzone w Otchłani, jej ciągłych szarzyznach i dziwnościach musiały stępić nasze poczucie ja, bo bez dyskusji poszliśmy wziąć udział w próbie, którą możemy przypłacić życiem.  Przenieśliśmy się na arenę, gdzie najpierw pokonaliśmy 3 cienie, a następnie kolejne 3 cienie, głównie dzięki potężnym rzutom wykonywanym przez Hoanga i Phounga i zwierzęcej walki Szuckiego i znajdy – Rasza. Zaiste, powinnam więcej skupienia poświęcać treningom z Pong Go, bo wyraźnie odbiegam umiejętnościami od moich braci. 

Z ringu zostaliśmy przeniesieni na ścieżkę prowadzącą w końcu do „przyjaciela” Szuckiego, po drodze musząc podołać niewielkim wyzwaniom. „Przyjaciel” Szuckiego sprawiał wrażenie osoby, która przeżyła wielką traumę, jednak udało się go przekonać, że przybyliśmy z pomocą. Razem ruszyliśmy z powrotem na powierzchnię, lecz zanim tam dotarliśmy, głos, który z nami rozmawiał, powiedział, że będziemy jego drogowskazami do świata żywych. Kurin twierdzi, że nie ma żadnych rytuałów, które mogłyby nas oczyścić z czegokolwiek, co nas tam naznaczyło. W normalnym świecie minęły 4 dni, ruszyliśmy przez las w stronę miasta, następnie wsiedliśmy do taksówek i pojechaliśmy do pałacu. Od czasu, gdy udało mi się otworzyć szkatułę z zamkniętym w niej kluczem do klatki, w której uwięziony był „przyjaciel” Szuckiego, czułam potrzebę przeczytania na nowo pewnych akapitów, dlatego ruszyłam do biblioteki.

View
Dziennik Soo Won wpis 13
Fabuła zagęszcza się

Ponieważ podwładny Szuckiego załatwił wszystkie papiery, poszliśmy do doktora wariata i daliśmy mu dokumenty jego firmy – „Jan Niezbędny”. W zamian dostaliśmy krew, którą od razu zawieźliśmy do HengeYokai,  którzy, patrząc na nas podejrzliwie, kazali pojawić się ponownie 3 dni później. Podczas następnego spotkania zamiast być zadowolone, wydawały się zaskoczone. Chciałam dać szansę tej kulturze, zacząć na nowo, nie oceniać według miar wietnamskich, ale było to złe podejście. Tak jak wszędzie grupy, gdzie jest hierarchia i siła, działają tak, by wykorzystać tych, co przychodzą z zewnątrz. Mam nadzieję, że mimo postawienia nam zadań, co do których HengeYokai liczyły, że ich nie spełnimy, gdy już je spełnimy one też wywiążą się ze swojej części umowy. Brzydzi mnie ten niehonorowy świat.

W międzyczasie pojechaliśmy również na wydział odebrać schematy pieca. Cała wyprawa okazała się dość trudna, najpierw wymagająca rozmowy ze studentami nie rozumiejącymi słowa „nie”, a później panią w kserze nie rozumiejącą słowa „proszę”. Być może mój polski nie jest aż tak dobry, jak mi się wydawało. Po przejrzeniu rysunków, zaznaczyłam trochę na ślepo punkty, które uznałam za słabe konstrukcyjnie i udałam się ponownie do profesora. Potwierdził on parę punktów, zasugerował inne, dał książki i zaoferował dalszą pomoc.  

Wybraliśmy się na Stadion, gdzie znaleźliśmy Wietnamczyków, którzy wyremontują nasze lokale oraz kupiliśmy kamyki, które Hoang przerobił na talizmany pozwalające podróżować do świata duchów. W sam czas, ponieważ Szucki pojawił się u nas z prośbą o pomoc. Jego „przyjaciel” był zniknął w tajemniczych okolicznościach. Ze zdjęciami, które ze sobą przywiózł, poszłam do szlachetnego Chien Miena, który zasugerował, by ze sprawą pójść do Kurin. Ta, o dziwo, nie tylko zgodziła się pomóc, ale również wyglądała na bardzo zainteresowana całą sprawą. Zgodnie z jej sugestią Szucki zawiózł nas do domu „przyjaciela”, gdzie zobaczyliśmy ślady pazurów i poczuliśmy przedziwne uczucie braku. Z tymi wiadomościami wróciliśmy do Kurin, która obiecała nam znaleźć przyjaciela Szuckiego w Otchłani i wyprowadzić go z powrotem do rzeczywistego świata. Będą mieli u nas ogromny dług wdzięczności.

View
Dziennik Soo Won wpis 12
Spotkania z duchami

W czasie, gdy byłam w Sajgonie moi bracia dowiedzieli się, że za zaginięcie dziecka odpowiedzialny jest wampir zwany Asamitą, którego specjalizacją jest zmienianie twarzy i podszywanie się pod innych KinJinów. Podobno często przebywa na lotnisku i dworcu centralnym.

W pierwszej kolejności poszliśmy na dworzec, gdzie spotkana tam dusza opowiedziała historię swojego morderstwa i zgodziła się szukać zmieniającego twarze w zamian za znalezienie jej mordercy. Z rozmowy zrozumieliśmy, że zginęła w okolicach drugiej wojny światowej. Oprócz tego była w stanie jedynie podać jego nazwisko. Korzystając z książki telefonicznej znaleźliśmy osoby noszące to samo nazwisko i poszliśmy pod pierwszy adres.  Wtargnęliśmy do środka i przerażona staruszka powiedziała, gdzie możemy znaleźć córkę mordercy. Niestety nasza wizyta była nieprzemyślana i wyszła dość gwałtownie, udało się więc staruszkę zwrócić do wielkiego koła życia. Oby jej następne życie było szczęśliwsze.

Poszliśmy pod wskazany adres i tym razem podeszliśmy ostrożniej do zagadnienia.  Znów podając się za studentkę poprosiłam ją, by opowiedziała swoją historię rodzinną. Opowiedziała, jak to jej rodzina prześladowana jest przez pech (prawdopodobnie  tak naprawdę przez tego drania). Sugerując, że to on może być przyczyną i obiecując odprawienie rytuałów uzyskaliśmy informacje o miejscu jego pochówku. Rzeczywiście, znaleźliśmy go tam i bez wstydu przyznał się do dręczenia swojej rodziny oraz wielu zabójstw i za życia, i po śmierci. Z pewnością, jest to istota, która nie powinna móc działać na świecie i niestety dałam temu zdaniu wyraz. Na szczęście moi bracia załagodzili sytuację i na razie wykorzystamy , by odnalazła porywacza małego krewnego.  Zgodził się on na to, za spotkanie z jedną z pierwszych swoich ofiar. Ich spotkanie stało się zatem pewnikiem.

View
Dziennik Soo Won wpis 11
Drobne niesnaski

Gdy dotarliśmy do pałacu, Huang poprosił Żywiołaka, by miał oko na nasze skarby, co go w wyraźny sposób obraziło. Na efekty nie trzeba było czekać długo. Zostaliśmy wezwani do Sakury, której o naszej małej wycieczce doniosła Kurin. Atmosfera była dość napięta, jednak udało nam się przedstawić Sakurze, jak istotny wpływ na nasz rozwój miała ta przygoda. Starsza rozkazała nam odpłacić społeczeństwu za wyrządzoną szkodę. Może wyremontujemy razem z braćmi jakąś szkołę, czy park. Żałuję, że nie byłam obecna w czasie, gdy bracia podejmowali tę decyzję – być może udałoby mi się odwieść ich od zdobywania tego doświadczenia. Co gorsza, zdaje się, że szalony wampir zapomniał o tym, że chciał otwarty kanał narkotykowy, za to moi bracia są bardzo napaleni do pomysłu dalszego maczania się w świecie przestępczym. Łącząc te dwie historie zdaje się, że najlepszym pomysłem jest zdeponowanie tego, co zdobyliśmy w napadzie do banku szwajcarskiego.

Już wcześniej poprosiliśmy Szuckiego, by założył firmę dla Zbędnego, teraz dodaliśmy mu jeszcze zlecenie znalezienia dla nas lokali handlowych. Phuang chce mieć salon masażu, a obok niego otworzymy sklep z urnami i dewocjonaliami, dlatego poszukiwana jest lokalizacja niedaleko cmentarza.

Postanowione zostało, że w fabryce wysadzimy wielki piec hutniczy. KinJini załatwią nam materiały wybuchowe, według ich słów dostaniemy je za 3 tygodnie. Szucki znalazł nam również kontakt do profesora, który jest specjalistą od wielkich pieców. Przeszłam się do niego przedstawiając się jako studentka z wymiany pisząca pracę dotyczącą bezpieczeństwa przy wielkich piecach. Obiecał zostawić na wydziale plany tego, znajdującego się na Ursusie oraz obiecał dalszą pomoc.

View
Dziennik Soo Won wpis 10
Napad na bank

Moi bracia nie próżnowali, kiedy mnie nie było, a zdążyli w międzyczasie przygotować napad na bank. W tym celu porozumieli się z Żywiołakiem elektryczności mieszkającym w banku, który zgodził się nie tylko otworzyć nam wszystkie zamki, ale też przeprowadzić się i strzec naszego pałacu.

Wyruszyliśmy razem z KinJinami furgonetką, założyliśmy maski klaunów i udaliśmy się do wartowników. Przekonałam ich, by nas wpuścili do środka, ale niestety nie udało się uniknąć przelewu krwi. Mój głos rozsądku nie był w stanie dosięgnąć wszystkich. W pewnym momencie jeden z KinJinów – Szucki, zdaje się, jego imię – wyrzucił z siebie ciemności, która uniemożliwiła jakąkolwiek walkę. Przedziwne umiejętności mają tutejsi Shen.

Dotarliśmy do głównego skarbca, gdzie zajęłam się zapełnianiem worka kamieniami szlachetnymi i kosztownościami. Gdy ogołociliśmy skarbiec ruszyliśmy furgonetką z piskiem opon, słysząc za sobą dźwięki policyjnych syren.

View
Dziennik Soo Won wpis 9
Sajgon ponownie

Nauczona poprzednimi doświadczeniami poprosiłam o schronienie w sajgońskim pałacu, było to o wiele wygodniejsze niż spanie w czyjejś piwnicy. Sajgon przy bliższym obejrzeniu okazał się jednak bardziej trwały niż prądy czasu. Nie byłam w stanie tego poprzednio docenić, próbując wrócić w to samo miejsce, z którego wyszłam. Teraz jednak akceptując zmiany bez problemu udało mi się znaleźć kontakt prowadzący prawie prosto do głowy grupy handlującej w Sajgonie.

Porozumieliśmy się co do podziału zysków  (30% do 70%), podziału obowiązków (oni doprowadzają do Warszawy, my rozprowadzamy dalej), sposobu przewozu (w urnach i przedmiotach kultu religijnego) oraz rozliczania (z dołu, przez konta szwajcarskie). Będziemy się kontaktować, gdy będziemy gotowi.

Cała wizyta w Wietnamie zajęła 5 dni i jedyne, czego żałuję, to to, że nie wyrobiłam znów papierów dla mnie i Hoanga. Poproszę tamtą stronę, by przesłała w urnie.

View
...and in the darkness bind them!"
One ring to rule them all.

Zrobiłem sobie małe wakacje po naszej eskapadzie. Następnego wieczoru przyszedł Albert – ghul z wiadomością od szefa, który prosi abym zgłębił tajniki artefatku. Nie cierpiąc zwłoki, kazałem Albertowi zawieść mnie na Pole za Miastem, gdzie ćwiczyłem z przedmiotem. Zaiste jest potężny, jednak po używaniu go świat jest pogrążony w mroku, zapewnie skutki uboczne. Poza tym jest dość krwiożerne, więc skoczyliśmy na fastfooda z kurwy. 

Wietnamczyki skurczybyki zarządały wincyj materiałów wybuchowych. Pojebani, nie wiem kurwa co oni znowu chcą wysadzić, ale podejrzewam że wkrótce to ten ich pałac pójdzie się jebać. Zadzwoniłem do gruchy, który zgodził się i zarządał potrójnej ceny, a ja zarządałem od żółtków poczwrórnej. Zapłacili bez mrugnięcia, są bogaci. 

Spotakliśmy się gdzieś nad wisłą i ci popieprzeńcy porwali taksówkarza, grożąc mu bronią. Dałem im towar i czym prędzej stamtąd spierdoliłem. Nie wiem, każdy śmiertelnik z którym mają kontakt, jak nie jest żółty ma przejebane. W końcu się doigrają.

Kontynuwałem ćwiczenia następnej nocy i im dłużej się tego używa, tym większe uczucie zimna i ogarniającej ziemności, wręcz namacalnej. Czego się nie robi z miłości. 

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.