Nhật ký ma cà rồng

Otchłań, czyli tam i z powrotem!

Kolejne testy zagłębiając się głębiej w Otchłań, mieliśmy podjąć parami. Najpierw był test cichego poruszania się jak Cień, więc ja i Rasz zniknęliśmy i skradaliśmy się jakies 15 minut. Potem był test, który przeszła ta ciemna z Piong Yangiem. Dotarliśmy do wielkich wrót w kanionie z cieni, które otwarła.

W końcu dotarliśmy do klatki z cieni, we wnętrzu której, był zamknięty mój mistrz. Soo Won i ostatni, który nie brał testu znaleźli jakiś zamek i klucz i udało im się wypuścić mojego mistrza. Na początku myślał że to kolejna sztuczka cieni, ale wkrótce udało mi się go przekonać że ja to ja, za co zostałem przez niego obdarowany. Nie zwklekając uciekliśmy z tamtąd, słysząc jakieś złożeczenie cienii, ze sprowadzimy zło na świat, czy inne pierdolenie.

Udało nam się wrócić do świata żywych, gdzieś w lesie, skąd w końcu znaleźliśmy drogę i taksę do domu. Zółtki pojechały do siebie, a Mistrz przygarnął Rasza, dał mu schronienie i ubranie, taki z niego gentelmen! A potem wzięł mnie żeby mi powiedzieć o co na prawdę chodzi… 

View
Otchłań, czyli tam i głębiej

Zaginione dupery cośtam pamiętały co się z nimi dzialo, ale niewiele. Więcej kojarzyła starsza, i twierdziła że jak odprawiliśmy rytuał w tamtej dziwnej krainie, to możemy iść głębiej, bez postradania zmysłow.

Poszliśmy głębiej i coraz mocniej wyczuwałem mojego Mistrza. Zaczeło się robić coraz ciemniej, okolica przypominała morze ciemności z dziwnymi wielorybami i innymi mackami przepływającymi obok.

Na naszej ścieżce stanął The Cień, który poedział że jak chcemy do miszcza, to musimy być jak cienie. Ja że spoko. Weszliśmy na arenę, na której pojawiły sie trzy macki z ciemności. Wyrwaliśmy je bardzo łatwo. Potem pojawił się Duży Cień i Dwa Średnie Cienie, co zaczeły przywoływać wpizdu macek. Rzuciłem się na nie ze swoimi kłami, używając mocno krwi i akceleracji, twarde były jak fiks, ale mało robiły sukinsyny. W końcu pękły jak balonik, a my mogliśmy iść dalej.

View
Dziennik Soo Won wpis 6
Cieplov

Cieplov jest drugim z tutejszych włodarzy. Spotkaliśmy się z nim dwukrotnie, spotkania były szybkie i niewiele na nich zyskaliśmy. Po raz pierwszy spotkaliśmy się z nim, głównie, żeby go poznać. Za drugim razem, gdy wpadliśmy na pomysł, by wystawić mu Schrötera – Getto znajduje się na terenie Cieplova, więc zgodnie z panującymi tu zasadami Schröter nie powinien się tam pojawiać i wykorzystywać tamtejszych duchów. Dla Cieplova nasze informacje nie były nowością i ogólnie dał nam do zrozumienia, że ze Schröterem łączą go interesy i nie może/nie chce nic mu zrobić. Mieliśmy jednak drugą sprawę do omówienia.

Było to kilka nocy po tej, gdy po raz pierwszy spotkałam się z istotą grającą z cienia. Wtedy podała się za Annę – zausznicę  Cieplova. Dała nam fiolkę mówiąc, że w środku znajduje się esencja jej życia, którą mieliśmy sekretnie dać Cieplovowi do wypicia. Wtedy nie wiedzieliśmy, co to oznacza. Istota dodatkowo powiedziała, że ma oko na nasze rodziny, a nie sposób ufać komuś, kto ci grozi. Ruszyliśmy więc na spotkanie z Cieplovem domagając się poufności i zapewnienia nam bezpieczeństwa. Zostaliśmy zaprowadzeni do kanalizacji przez KinJin o niecodziennej urodzie. Zdaje się, że nazywają ich Nosferatu. Opowiedzieliśmy księciu o spotkaniu z Anną, dowiadując się, że to spotkanie byłoby niemożliwe, gdyż przebywała ona poza miastem. Przekazaliśmy mu fiolkę krwi, wymuszając na nim obietnicę, bym zapewnił bezpieczeństwo naszym rodzinom. Obietnica ta nie była wiele warta, gdyż kiedy wróciliśmy od wizyty u HengeYokai, w naszym pokoju znaleźliśmy odciętą dziecięcą rączkę razem z liścikiem wyraźnie wskazującym, że odpowiedzialną za to jest istota kryjąca się w cieniach. Włożyliśmy rączkę do zamrażalnika i ruszyliśmy na miasto szukać reszty dziecka. O włamaniu poinformowaliśmy Lao Tsu, pomijając jednak sprawę nieprzyjemnego podarku. Spróbowaliśmy też umówić się poprzez Annabelle Yang na spotkanie z Cieplovem, jednak nie udało się to. Dowiedzieliśmy się tylko, że krew w fiolce z pewnością nie należała do Anny, a Cieplov wie o tym, że chronienie naszych rodzin mu nie wyszło. Zadziwiające, że ktoś taki śmie nazywać się księciem miasta.    

View
Dziennik Soo Won wpis 5
Wszystko dla katany

Pierwszego wieczoru gdy ruszyliśmy oglądać nasze nowe miejsce życia od razu trafiliśmy na oznaki niesprawiedliwości. Od tego czasu wielokrotnie mieliśmy z nimi styczność. Zwykle, pierwszym sygnałem, że jest coś nie tak jest grupa kilku mężczyzn potężnej postury ubrana w błyszczące dresy. Czasem powstrzymujemy ich  pozbawiając jedynie przytomności, czasem wybijając ich z błędnego życia, w którym się pogubili. Zdaje się, że zdobyliśmy w ten sposób lokalną sławę.

Co ważniejsze jednak, na moście spotkaliśmy potężnego ducha, księcia Piorunów – Raidena.  Obiecał zostać naszym sprzymierzeńcem jeśli uda nam się zdobyć i oddać mu jego katanę. Katana ta znajdować się miała  w posiadaniu lokalnego KinJina o imieniu Schröter. Gdybyśmy wiedzieli, co to naprawdę oznacza! Wtedy jednak zadanie wydawało się proste i zgodziliśmy się. Wprowadziło nas to na ścieżkę, którą wciąż podążamy zagłębiając się coraz bardziej w to miasto i brudząc się jego polityką oraz mrokiem zamieszkającym dusze ludzi i nieludzi w nim żyjących.

Schröter okazał się jednym z trzech tutejszych włodarzy – gryzących się między sobą jak wygłodniałe psy. Podobno ma włoskie korzenie, ale je ukrywa. Podobno jest przyczyną cierpienia semickich duchów zamieszkujących dzielnicę zwaną Byłym Gettem Żydowskim. Teren ten jest przesycony bólem – istota za to odpowiedzialna nie powinna znajdować się w wielkim kole życia. Tamtejsze duchy zgodziły się nam pomóc w zniszczeniu ich ciemiężcy, jeśli uda się nam osłabić ich cierpienie.  

Poszukiwanie odpowiedniej osoby do odprawienia takich rytuałów zaprowadziło nas do spotkania z miejscowymi HengeYokai – wszystkie zmieniają się w wilki i bardzo źle reagują na pytania związane z tym zagadnieniem. Pewnie historia z tym związana jest smutna bądź wstydliwa. Źle reagują również na wchodzenie na ich tereny bez zapowiedzenia, czy pukania… Ogólnie jawią się jako istoty, którym przydałby się trening medytacji umożliwiający odnalezienie wewnętrznego spokoju. Niemniej, wilkołaki zgodziły się nam pomóc – zarówno w rytuałach jak i walce z Schröterem w zamian za dwie rzeczy: przyniesienie fiolki krwi kogoś z otoczenia Cieplova (o nim następnym razem) i wysadzenie w powietrze pewnej fabryki (gdybyśmy wiedzieli, co to naprawdę oznacza!)

View
Otchłań, czyli tam i w kółko.

Szliśmy za Rzymianami przez jakiś czas i zauważyłem że coraz bardziej się odmóżdżam w tym miejscu. Jeden z żółtków nagle zauważył że znikneła ta mała żółtka Sułon i wszyscy nagle postanowili że muszą ją szukać. Mogła się zgubić w tłumie czy cośtam, ale ta czarna żółtka powiedziała że nieee, to miejsce na nas działa jakoś i musimy się odłączyć i nie możemy iść glębiej. To jak mamy znaleść mistrza inaczej?

Powiedziała że pójdzie ją poszukać, a my mamy zaczekać. No to siedzimy jak debile i nagle słyszymy jej wrzask. Biegniemy do komnaty obok, a tam jakiś straszny stwór, który okazał się wampirem z klanu nosferatu. Wygląda na to że też się zagubił tam i nie wie jak wyjść, więc powiedział że pomoże szukać babek jak pomożemy jemu. No to zaczął węszyć jak pies z jednym żółtkiem i coś znaleźli, jakąś szmatkę czy coś. I było rozwidlenie i poszliśmy w prawo i tam znaleźliśmy dużą grotę z jebanym 5 metrowym wilkołakiem! Postanowiliśmy zawrócić. Okazało się że tunel to pętelka prowadząca do wilkołaka. Przywołali ducha zeby sie coś dowiedzieć  i okazało się że on (wilk) sprowadza koszmary i więzi duchy i Kuri sobie szła i zniknęła. Chcieliśmy zawrócić ale się nie dało, więc postanowiliśmy skonfrontować bestię, która nas przeniosła do Mexyku!

A właściwie do zaginionego miasta majów. Ludzie (prawdziwi chyba, dobrze smakowali) mieszkali tam w piramidkach i nie chcieli nas złożyć w ofierze! Za to natarli olejkami i farbami i przenocowali 3 dni do pełni a potem odprawili rytuał dając nam bijące serce do zjedzenia i pojawiliśmy się na podłodze jaskini z zaginionymi duperami! Grubo!

View
Napad

Wszystko przebiegło gładko, podstawiliśmy ciężarówkę pod bank. Wytoczyliśmy się z niej wraz z wampirami i ich ludźmi. Zneutralizowaliśmy ochroniarzy w stróżówce, a następnie zajęliśmy się walką z resztą. W trakcie wymiany strzałów, Antoni wpadł na pomysł użycia swoich mocy i wyłączył światło. Trochę nas to opóźniło, bo chuja było widać i musieliśmy poczekać, aż znowu będzie coś widać. Nic, ja z Szuckim zająłem się gonieniem reszty strażników i ich pozabijałem, a reszta podążyła do skarbca. Trochę się pomocowali z drzwiami do skarbca, ale udało się im jakoś je otworzyć. Każdy zabrał tyle ile mógł unieść i uciekliśmy zaraz z przed nosa policji. Po drodze wysiedliśmy z naszym Wu i wróciliśmy ukradkiem do Pałacu. Nie mieliśmy za bardzo planu co zrobić ze zdobytymi skarbami, więc ukryliśmy je w pokoju. Poprosiliśmy ducha, żeby miał na nie oko, ale on po prostu wydał nas Kuri. Następnie mieliśmy z tego powodu nieprzyjemność dostania nagany od Soo Lin i obiecaliśmy jej już więcej nie napadać, ani nie robić nic równie głupiego. No trochę nie za ciekawie, biorąc pod uwagę to, że chcemy wysadzić jedną z największych fabryk w tym mieście. Ale może się o tym nie dowie.

Dla mnie osobiście całe to przeżycie było niesamowitym doświadczeniem i poczułem, że cała ta sprawa poprowadziła mnie dalej na mojej ścieżce. Hoang jednak inaczej to postrzegał, może nasze drogi nie są takie podobne jak nam się wydawało.

View
Przygotowania

Świr nie miał żadnego pomysłu na to jak zabrać się za okradanie banku, ale starał się wszystkich przekonać, że jest w tym ekspertem. Załatwił przynajmniej plany, ale jak obejść zabezpieczenia to nie miał pojęcia. Musieliśmy z Hoangiem sami się tymi zająć. Obadaliśmy jak wygląda ten budynek i zdecydowaliśmy pogadać z duchem od zabezpieczeń elektronicznych w tym banku. Znaleźliśmy i otworzyliśmy przez niego stworzony zamek, a następnie się dogadaliśmy z nim, żeby się do nas przeniósł do Pałacu. My zapewnimy mu najlepsze zabezpieczenia elektroniczne dostępne na rynku, on się będzie nimi opiekował, ale też wyłączy wszystkie zabezpieczenia i alarmy na czas naszego napadu.

Udało się wszystko tak ugadać, że Soo Lin zapłaciła za zabezpieczenia i tym samym opłaciła nasz napad na bank. Ducha przedstawiliśmy Kuri i może się polubią. Wszystko jednak zajęło tyle czasu, że Soo Won zdążyła z ugadanym kontraktem wrócić z Wietnamu. Niedowierzała w to co mamy zrobić, ale że już było wszystko zorganizowane, to zdecydowała się uczestniczyć w akcji z nami. Malkav za to zdecydował, że jednak nie chce z nami wysadzać fabryki, więc całe załatwianie przez Soo nie miało sensu. No i co my teraz z tym wszystkim zrobimy?

View
Sprawa materiałów wybuchowych

Za bardzo nie mieliśmy dobrego pomysłu na zorganizowanie bomb do wysadzenia fabryk, ale dziwnym zbiegiem okoliczności z nieba spadły nam dwa mega brzydkie wampiry. Szkoda, że nie jakaś fajna wampirka, ale trzeba łapać to co życie daje. Okazało się, że obaj są specjalistami jeśli chodzi o organizowanie rzeczy, wybuchy i wszystko inne. Wyglądali na naciągaczy, a jeden niezbyt przekonująco straszył zabiciem drugiego, który niezbyt przekonująco spierdolił. Long story short, umówiliśmy się z nimi, że nam pomogą wysadzić fabrykę za opłatą w narkotykach i załatwią też materiały do tego celu. Narkotyki sprowadzimy z Wietnamu i będziemy już pewnie je tak przez dłuższy czas rozprowadzać, bo wygląda na to że w tej Polsce z tym słabo.

Dalej, ten bardziej pojebany załatwił nam plany tej fabryki. Okazało się, ze jest to jakiś moloch i sprawa nie będzie tak prosta jak się z początku wydawała. Ten bardziej strachliwy zrezygnował z udziału bojąc się pewnie Hansa.

Soo Won za to wybrała się do naszej rodzimej krainy by pozyskać jakieś kontakty i zorganizować transport narkotyków. Jako że okazało się, że w tym momencie zostaliśmy z Hoangiem bez kasy, to zdecydowaliśmy się z pojebem napaść na bank. W czym niechętnie też uczestniczył Szucki.

View
Journey into the Dark
Into Darkness

Spotkaliśmy się u Kuei Jinów w ich pałacu. Tam Kuri odprawiła rytuał i przenieśliśmy się jak wyjaśniła do Penumbry, lustrzanego odbicia naszego świata, jednak nie do końca takiego samego i zamiekszałego przez olbrzymie pająki i inne dziwne istoty.

Ruszyliśmy szukać zejścia w dół, przeszliśmy wydrążonym w ziemi tunelem i wyszliśmy w lesie za miastem. Tam Kuri otwarła księżycowy most, którym podążyliśmy w głąb umbry. Po drodze spotkaliśmy dziwne duchy, które zadały nam zagadki, które nie były chyba zbyt spójne, ale to w końcu duchy.

Po minutach lub godzinach krajobraz ją się pokrywać coraz gęstszą mgłą. W końcu nie widzieliśmy nawe mostu, za to przed nami działa ciemna dziura. Znaleźliśmy 3 ścieżki – stalową, złotą i srebrną. Demokratycznie wybraliśmy stalową. (2:1:1) Zagłębiliśmy się w labirynt jaskiń i pieczar. Czułem mojego przyjaciela i wiedziałem gdzie mam podąrzać. Słyszeliśmy rózne głosy i czuliśmy obecność zagubionych dusz, ale Kuri wcześniej ostrzegała nas że otchłań będzie nas wzywać i nie zbaczaliśmy z celu.

Natrafiliśmy na ślady obozowiska, a następnie trafiliśmy na jego właścicieli. Legion – grupa rzymian, którzy błąkają się po jaskiniach i szukaja wyjścia lub domu i walczą z potworami. Okazali się całkiem wporzo i pozwolili nam iśc ze sobą, póki nasze ścieszy są zbieżne.

View
Na ratunek!

Tej nocy miałem koszmary. Słyszałem głos. Głos mojego przyjaciela wzywający pomocy. I czułem przy tym strach. Po przebudzeniu przeanalizowałem te odczucia i doszedłem do wniosku że to nie był zwykły sen. Czem prędzej wybrałem się do jego domu i tam otwarł mi jego ghul, który powiedział że Pan zamknął się w pracowni i nie wychodzi.

W środku ujrzałem dziwną mgłę i uczucie zimna i braku zmysłów, kolorów, życia. Na stole leżała księga w starożytnym języku. Spróbowałem przywołać ciemność i wyczułem że coś jest po drugiej stronie, jednak byłem zbyt słaby aby się tam dostać. Potrzebowałem pomocy.

Kuei Jini wisieli mi przysługę, więc zgodzili się obejrzeć zdjęcia, które im dałem i zbadać miejsce. Zawiozłem ich na miejsce z zawiązanymi oczami, aby nie zdradzić kryjówki mego przyjaciela. Ich konsultacje okazały się zaiste straszne, bowiem okazało się ze mój przyjaciel jest zagubiony w otchłani, a wyciągnięcie go z tamtąd nie będzie łatwe. 

Poprosili w zamian o wielką przysługę ode mnie i od mego przyjaciela i sprowadzili potężną nekromantkę, która przeniesie mnie w zaświaty i pójdzie z nami uratować go z niebytu.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.