Nhật ký ma cà rồng

Łapka

Po powrocie od wilkołaków, okazało się, że w międzyczasie dostaliśmy prezent z którego nie byliśmy zbytnio zadowoleni. Była to ucięta dłoń dziecka. Domyśliliśmy się, że została odcięta komuś z naszych rodzin i po rozeznaniu dowiedzieliśmy się, że zniknęło dziecko z rodziny Soo Won. Odwiedziliśmy park, przez które przechodziło, zanim zniknęło i pogadaliśmy z bytującym tam duchem. Zaprowadziło nas to do szpitala, w którym przywołaliśmy ducha dziecka kręcącego się przy sali operacyjnej. Kolejną osobą z którą musieliśmy pogadać to Jan Zbędny, chirurg. Soo Won dowiedziała się, kiedy przychodzi do pracy i o odpowiedniej porze przyszliśmy z nim pogadać.

Jan jest jakimś pojebem. Dziecko przyprowadziła jakaś kobieta i on dla niej odciął dzieciakowi dłoń. No ogólnie to nie byliśmy wtedy w najlepszym nastroju, po usłyszeniu tego. No ale nasz Żuraw kierując się swoją ścieżką zadecydował, że nie będzie zabijania i torturowania, niekoniecznie w tej kolejności. Zbędny jest do tego jakimś wysoko postawionym wampirem, więc nie wyglądało by to zbyt dobrze, chyba. No dogadaliśmy się z nim, że da nam swoją krew, za drobną przysługę. Więc w sumie nie tak źle. Kiedyś może go jeszcze odwiedzę, samotnie, i pogadam na temat robienia krzywdy naszym rodzinom i konsekwencjach.

Przekonaliśmy jeszcze ducha dziecka, którego poznaliśmy przy poprzedniej wizycie, żeby śledził kobietę opisaną przez Zbędnego i zdał nam relację z tego gdzie się udaje.

View
Bogactwo kuhwa!

Powróciłem spokojnie do domu z workiem kamieni szlachetnych i zrobiłem tymczasową skrytkę w materacu. Zostawiłem sobie pare jako próbkę.

Nastepnego dnia gazety huczały o napadzie stulecia, jednak wydaje się że jak dotąd policja nie wpadła na nasz trop. Udałem się do pałacu, gdzie zaczęliśmy się zastanawiać co dalej począć w sprawie fabryki. Tak jak wcześniej ustaliliśmy że wysadzimy wielki piec za pomocą termitu.

Aby się dowiedzieć gdzie najlepiej podłożyc termit, poprosiłem Pana Nowaka o znalezenie adresu profesora z katedry metalurgii czy tam odlewnictwa. Wysłał swoją sekretarkę, Panią Alinkę. Alinka okazała się bardzo sprawna, podała się za studentke i nawet się umówiła z nim.

Tym czasem żółtki też się do niego udały i zbajerowali go że są studentami z wymiany i nawet im dostarczy odpowiednie plany tego konretnego pieca i pewnie opowie jak go rozwalić.

Gwynplaine dostarczy im termit, a chińczyki same pojadą i go zdetonują. Powinni sobie poradzić z duchami, które mogą ochraniać tą fabrykę.

Stawiłem się u mojego mistrza, który był bardzo zaniepokojony moim udziałem w napadzie na bank. Zaoferował pomoc w pozbyciu się diamentów i ewentualnych świadków, którzy by mogli jakoś doprowadzić do mnie. Jak na razie wszystkie drogi prowadzą do żółtków. Pan Nowak mnie nie wyda bo jest ghulem, Nguyen nie wyda Gwynplaine'a bo jest ghulem i w dodatku żółtkiem, a mali napastnicy w strojach klauna, przypadkowo krzyczeli po chińsku.

Jeśliby supernaturale chciały się do mnie dobrać przez pana Nowaka, trzeba go będzie wysłać na czyszczenie pamięci, albo utylizację. Szkoda bo jest bardzo przydatny.

View
Ręce do góry! Daj całe złoto, które niesiesz se sobą!
Ręce do góry! Bez siły lub przemocą!

Zrobienie Pana Nowaka ghulem, okazało się strzałem w dziesiątkę. 

Z wietnamu powróciła Suu-łon i mają grube plany jak zawsze, mają rozmach. Otóż chcą szmuglować do Warszawy spore ilości heroiny i już niby mają dogadany pierwszy transport. Próbowałem ich wprowadzić w niuanse polityki miasta, mafie i inne takie, ale oni mają wyjebane. Myślą że jak są żółtkami to se mogą, ale ktoś im kiedyś puści tą budę z dymem, albo dostaną kolejne pudełka z rączkami.

Na szczęście Gwynplaine ich przekonał że póki nie mają dragów, to niech nie rozpowiadają ile tego kurwa będą zaraz mieć. Także na razie siedzą cicho i organizują zaplecze, z pomocą Pana Nowaka, który im wynajął dwa lokale przy dworcu wileńskim i założył kolejną firmę na ghula – Nguyena. Here mają popychać w urnach na prochy.

Tymczasem w ekspresowym tempie, założyli im zabezpieczenia i duch banku otworzył wszystkie zamki. Podjechaliśmy ciężarówką z ghulami, wampy na niewidoczności, żółtki z kałachami. I oczywiście była krata, więc zaczęli do nich mierzyć i krzyczeć po wietnamsku. Potem nakłonili jednego żeby otworzył, ale zdążyli już włączyć alarm i zaczęła się szamotanina i strzelanina.

Okazało się że bank ma zajebistą ochronę, 6 dobrze wyszkolonych ludzi z automatami. Napierdalali z pestek aż gęsto, żółtki złapały parę kulek. Chciałem ich postraszyć ciemnością, ale tylko jeden spękał, reszta się karnie wycofała, ale żółtki i tak ich dopadły.

Po dostaniu się do skarbca, musieliśmy użyć trochę siły, aby dostać się do kasetek. Ja się dobrałem do kamieni, ale generalnie wypucowaliśmy wszystko, po czym grzecznie się zmyliśmy zanim przyjechały psy.

View
Proste rzeczy są trudne

Poszedłem do kancelarii adwokackiej i wyjebałem z niej sekretarkę i kazałem mecenasowi Nowakowi wypić mojej krwi, tak oto stał się moim ghulem. Następnie powiedziałem żeby założył mi firmę i dał mi kasę. Hehe. Ok to z głowy.

Plany banku zdobyły ghule Gwynplaine'a. Będzie zajebiście ciężko się tam dostać, na szczęście żółtki wpadły na pomyśł że pogadają z zamkiem żeby się otworzył! Mogły kurwa na to wpaść wcześniej. Pierdu pierdu okazuje się że duch zamka wysłał nas na dworzec otworzyć schowek na miotły (chroniony przez dobry zamek, ale co to dla mnie). Następnie zrobił nas w chuja i otworzył drzwi w piwnicy jakiegoś domu. No geniusze z tych żółtków. Potem mu obiecali że zrobią zajebiste zabezpieczenia u siebie w pałacu i żeby duch tam przeszedł. Na szczęście obejdzie się bez mojej pomocy, nawet sobie sami sfinansują (łaaał!).

View
Mają rozmach skurwysyny

Ghule Gwynplaine'a dostarczyły plany fabryki, którą mamy wysadzić i pomyślałem sobie że kurwa mać. Toż to wymaga trafienia z taktycznej nuki, albo dwóch. Debatowaliśmy jak to zrobić żeby udało się załatwić ją, bez załatwiania dwóch ciężarówek trotylu. W końcu wpadliśmy na to że trzeba będzie jebnąć piec hutniczy i może jakieś zbiorniki paliwa, oleju czy skład opałowy. Jak się wszystko puści z dymem to zostanie sama skorupa. Fabryka wyłączona.

Ja osobiście się nie pcham na terytorium Shroetera, jak mnie zauważą, to mogę kurwa jechać do wietnamu, siedzieć w dżungli. Oczywiście żółtki nie mają hajsu żeby zapłacić, więc chcą napaść na bank. Buahaha, kolejny zajebisty pomysł.

Popytałem nosferatu gdzie mozna znaleśc tego asamitę. Powiedzieli że kręci się na dworcach. W zamian za to chcą żebym pomógł żółtkom. Zajebiście super.

Żółtki chcą żebym im założył firmę, do tego potrzebuje ghula.

View
Spotkanie z chińczykami

Mój mistrz poinformował mnie że w mieście są Chińskie wampiry i powinienem się do nich udać…

Ich "pałac" znajduje się na pradze. Wpuściła mnie do środka jakaś babeczka i wpuściła do poczekalni (pomogło to że Anabelle Yang coś o mnie wspominała). Oczywiście kazali mi czekać. Spodziewałem się tego, więc postanowiłem się rozgościć. W końcu przyszło do mnie 3 żółtków (w tym jedna żółtka). Okazało się że żaden z nich nie kali nic po polsku, więc musiałem po angielsku. (tylko żółtka cośtam gadała).

Oczywiście mają problemy, bo nie znajo i nie rozumiejo. Pewnie z jakiejś podmokłej wioski na moczarach. W każdym razie potrzebują materiałów wybuchowych i żebym im znalazł jedną wampirkę, bo cośtam im przeskrobała. Umówiłem się na następny dzień, a tu nagle słyszę jakiś raban i okazuje się że przyjechał przed pałac autobusem pojebany malkawian (przy okazji porwał dwa radiowozy) i niby że chce mnie zabić. No to niewiele myśląc spierdoliłem przez okno na niewidzialności. 

Poszedłem do mojego ziomala nosferata, który wie to i owo, no i zaaranżował mi spotkanie z rzeczoną Trzymiśką. W zamian mu dałem zajebistą katanę, którą dostałem od żółtków. Kolo zaaranżował spotkanie w szpitalu. Żółtki myślą że ona obcieła rękę jakiemuś dziecku i im posłała, i trochę są wkurzone. W każdym razie dziunia seksi jak zwykle, biedna wystraszyła się jak jej powiedziałem że ma przejebane i od razu chętnie mi powiedziała że to nie ona tylko assamita (slysząłem że jakiś ciapaty się kręci i podszywa się i robi raban w mieście). Przyszedł z dzieckiem do jej zioma Dr. Malkava i poprosił żeby mu obciąć rękę, na co on ochoczo się zgodził, kolejny pojeb. Laska mi wisi przysługę, że powiem że to nie ona. 

Pogadałem z gruchą, da się załatwić mat. wybuchowe. Okazało się że będę musiał wpółpracować z Gwynplainem, jako że potrzebują kogoś żeby te ładunki im podłożyć. Ok, przekonali go żeby mnie nie zabijał (łał). Podobno chcą wysadzić fabrykę na terenie Shroetera. Chyba go nie lubią. 

View
Hengeyokai

Trochę nam zajęły poszukiwania tutejszych zmiennokształtnych. Muszą być trochę nieśmiałe, bo nie było to łatwe. Ale przy pomocy miłego ducha udało nam się trafić na ich ślad. W jakimś zapyziałym forcie znaleźliśmy jedną z nich. Wyglądała trochę jak dziwka. Była lekko podenerwowana tym, że weszliśmy bez pukania, chociaż nie było drzwi. No ale umówiła nas na spotkanie z Vasylem, chyba przodownikiem stada.

Noc, czy dwie później przybyliśmy na umówione miejsce. Jakiś park czy las, drzew trochę. Nie orientuję się jeszcze w tym mieście. Razem z Vasylem była tam zgraja różnych wilkołaków w różnym stanie przemiany. Pogadaliśmy trochę, wilkołaki były nieufne. Ustaliliśmy, że odprawią rytuał na cmentarzu i wspomogą nas czymś co pomoże nam w walce z Hansem, ale chcą żebyśmy zrobili jakieś głupie rzeczy. Mamy wysadzić fabrykę Ursusa i przynieść im krwi wampira z otoczenia Ciepłowa. Najpierw chcieli krwi samego księcia, ale wyjaśniliśmy im, że jest to lekko niewykonalne. Spytaliśmy też o resztę zmiennokształtnych, ale się wtedy zrobiły agresywne, więc nie drążyliśmy tematu. Chyba wilkołaki są jedynymi Hengeyokai, jakie tu spotkamy.

View
Dalej te z Zachodu

Soo Won otrzymała list od osoby podającej się za Annę, żeby się z nią spotkała. Miała oczywiście przyjść sama, ale byłoby to głupie, więc razem z Hoangiem ulokowaliśmy się niedaleko miejsca spotkania, a była nim kawiarnia na dworcu zwanym głównym. Ogólnie to Anna przekazała Soo Won fiolkę z zapewne krwią i chciała żebyśmy sprawili, żeby Ciepłow ją wypił. Co było bardzo dziwne. No ale jesteśmy nowi w mieście, nie wiemy jak tu się do końca sprawy mają. Do tego chyba nie za dobrze się ukrywaliśmy, bo od razu zostaliśmy zauważeni. Trzeba będzie się podszkolić.

Następnie udało nam się spotkać z Ciepłowem i przekonać go, że mamy ważną sprawę i poprosiliśmy o spotkanie w jakimś dobrze chronionym miejscu. Nastąpiło to dwa dni później w kanałach, jakieś super tajne miejsce. Na miejsce zaprowadził nas wampir prawie tak brzydki jak Hoang. Przekazaliśmy Ciepłowowi fiolkę, którą oddał do przebadania, a my opowiedzieliśmy o całym tym spotkaniu. A Anna sugerowała na nim, że może coś stać się naszym rodzinom, więc poprosiliśmy żeby miał na nich oko i ochraniał je w miarę swoich możliwości. Z odprawieniem rytuału na cmentarzu nie mógł nam pomóc, bo jedyny nekromanta jakiego zna to Hans. Ale za to ma wyjebane, jeśli zabijemy go (Hansa) w jego (Ciepłowa) domenie, gdyby nam przyszła na to ochota.

Trochę spędziliśmy czasu obserwując swoje rodziny, czy nic się im nie dzieje, ale nie zauważyliśmy nic nadzwyczajnego. Nie mając zbytniego wsparcia od wampirów, jednych i drugich, zainteresowaliśmy się tematem zmiennokształtnych w tym mieście. Udaliśmy się do biblioteki i zgłębiliśmy wiedzę na ich temat, a nie było jej zbyt wiec. Okazuje się, że mają tylko wilkołaki i że nikt z Kuei-jinów za bardzo się nimi nie interesował. Doszliśmy do wniosku, że trzeba się do nich wybrać i spróbować się jakoś z nimi dogadać.

View
Wampiry z Zachodu

Nasze pierwsze spotkanie z tymi bezdusznymi stworzeniami odbyło się w Pałacu. Annabelle Yang jest łącznikiem z Cainitami i sama jest jednym z nich. Żeby się z nią spotkać trzeba zapalić świeczkę przy oknie. To trochę dziwne, wydawałoby się, że łatwiej jest zadzwonić. Mają tu taką technologię. My sami używamy krótkofalówek. Przydatne urządzenia zakupione na Stadionie. No więc opowiedziała nam co nieco co i jak na mieście. Nie pożywiać się poza naszą strefą i takiem tam. 

Mieliśmy zamiar dowiedzieć się w Pałacu o tym Schröterze. Zaczęliśmy i skończyliśmy na naszym przyjacielu, Woo Lee. Odradził nam wypytywanie wśród Kuei-jin, że jest to trudny temat. Zasugerował nam jednak, zagadką oczywiście, pogadanie z duchami. Duchy Yin, gromadzące się przy pokoju Kuri wskazały nam drogowskaz na naszej ścieżce. Udaliśmy się na cmentarz ofiar poległych w czasie wielkiej drugiej wojny. Tam dowiedzieliśmy się, że Hans do nich przychodzi i nęka przykute do tego miejsca dusze. Że był w czasie wojny i też nękał. Ustaliliśmy z najsilniejszymi z zamieszkujących tam duchów, że im pomożemy. My odprawimy dla nich rytuał zmniejszający cierpienia dusz, one zaś pomogą nam w walce ze Schröterem. Do tego poinformują nas kiedy tylko ten przyjdzie znowu do nich, gdyż robi to nieregularnie.

Dwa dni później umówiliśmy się przez Annabelle z Ciepłowem, mieniącym się Księciem tego miasta. Choć z tego co zdążyliśmy się dowiedzieć, pod jego władaniem jest tylko mała część Warszawy, ale za to ta z interesującym nas cmentarzem. Ciepłow mieszka i ma swoje Elizjum w Pałacu Kultury i Nauki, takim wielkim, szarym i brzydkim, zaraz przy dworcu głównym. No ogólnie to miasto nie jest zbyt piękne, więc nie miał za bardzo w czym wybierać. Przyszliśmy, pogadaliśmy, chcieliśmy się dowiedzieć coś o tym całym Hansie. Mieliśmy plan, żeby połączyć z nim nasze siły, by rozwalić jego konkurenta. Niestety Ciepłow nam nie uwierzył lub nie czuł się jeszcze na siłach żeby walczyć. Spotkanie minęło dość szybko i nie osiągnęliśmy kompletnie nic. Do dupy te wampiry.

View
Rodziny i Pioruny

Żeby lepiej wtopić się się w tło miasta razem z Hoangiem zakupiliśmy na Stadionie lokalne ubrania. Ja wybrałem zajebiste jeansy i czarną koszulę na guziki, on strój ludzi których najczęściej spotykamy w okolicy, dresowe spodnie i bluzę. Soo Won pozostała przy swoich wietnamskich szatach, najwyraźniej w nich najlepiej się czuje. Trochę nam to zajęło, ale udało nam się zlokalizować nasze rodziny. Moja i Huonga pracuje na stadionie trudniąc się sprzedarzą alkoholu i kaset, a mieszkają w tym samym budynku, razem z innymi Wietnamczykami. Zaś rodzina Soo posiada sieć restauracji, jedną pod stadionem, a mieszka jej zdaniem w okropnych warunkach, nie mnie to oceniać. Na wsparcie dla naszych rodzin przyjdzie czas, najpierw sami musimy się tu odnaleźć.

Chodząc i zwiedzając naszą domenę poznaliśmy trochę lokalnej ludności. Wychodzi na to, że są twardzi, ale nie umieją się zbyt dobrze bić. Zostawiliśmy ich trochę poobijanych za sobą po kilku sprzeczkach, albo za sprawą sprawiedliwości Soo Won. Służby policyjne nie zjawiają się zbyt szybko, przynajmniej w naszej dzielnicy, więc nie musimy się nimi przejmować. Ogólnie jest całkiem spokojnie.

Za to najciekawsze co nam się przydarzyło na początku naszego pobytu w Warszawie to spotkanie potężnego ducha, Raidena. Poszukując naszych rodzin przekraczaliśmy mostem rzekę zwaną Wisłą, gdy rozszalała się burza. Wśród wiatru i błyskawic udalo się na naszym nieludzkim wzrokiem wypaczyć Księcia Piorunów. No naprawdę jest kogo podziwiać. Jest to wielki samuraj potrafiący władać żywiołami, a i żeby komuś normalnie przypierdolić to pewnie nie trzeba mu dwa razy powtarzać. Zawarliśmy z nim układ, trochę w ciemno, bo wziąl nas z zaskoczenia, ale słowa dotrzymamy. Mamy zdobyć dla niego miecz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej. Posiada go Hans Schröter, wampir bliżej nam nie znany. Okaże się, że jest jednym z najpotężniejszych postaci w tym mieście, a zadanie trochę się pokomplikuje. Ale najważniejsze, jak je wykonamy to Raiden będzie użyczał nam swoich mocy i walczył dla nas, gdy zajdzie taka potrzeba.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.