Nhật ký ma cà rồng

Otchłań, czyli tam i w kółko.

Szliśmy za Rzymianami przez jakiś czas i zauważyłem że coraz bardziej się odmóżdżam w tym miejscu. Jeden z żółtków nagle zauważył że znikneła ta mała żółtka Sułon i wszyscy nagle postanowili że muszą ją szukać. Mogła się zgubić w tłumie czy cośtam, ale ta czarna żółtka powiedziała że nieee, to miejsce na nas działa jakoś i musimy się odłączyć i nie możemy iść glębiej. To jak mamy znaleść mistrza inaczej?

Powiedziała że pójdzie ją poszukać, a my mamy zaczekać. No to siedzimy jak debile i nagle słyszymy jej wrzask. Biegniemy do komnaty obok, a tam jakiś straszny stwór, który okazał się wampirem z klanu nosferatu. Wygląda na to że też się zagubił tam i nie wie jak wyjść, więc powiedział że pomoże szukać babek jak pomożemy jemu. No to zaczął węszyć jak pies z jednym żółtkiem i coś znaleźli, jakąś szmatkę czy coś. I było rozwidlenie i poszliśmy w prawo i tam znaleźliśmy dużą grotę z jebanym 5 metrowym wilkołakiem! Postanowiliśmy zawrócić. Okazało się że tunel to pętelka prowadząca do wilkołaka. Przywołali ducha zeby sie coś dowiedzieć  i okazało się że on (wilk) sprowadza koszmary i więzi duchy i Kuri sobie szła i zniknęła. Chcieliśmy zawrócić ale się nie dało, więc postanowiliśmy skonfrontować bestię, która nas przeniosła do Mexyku!

A właściwie do zaginionego miasta majów. Ludzie (prawdziwi chyba, dobrze smakowali) mieszkali tam w piramidkach i nie chcieli nas złożyć w ofierze! Za to natarli olejkami i farbami i przenocowali 3 dni do pełni a potem odprawili rytuał dając nam bijące serce do zjedzenia i pojawiliśmy się na podłodze jaskini z zaginionymi duperami! Grubo!

View
Napad

Wszystko przebiegło gładko, podstawiliśmy ciężarówkę pod bank. Wytoczyliśmy się z niej wraz z wampirami i ich ludźmi. Zneutralizowaliśmy ochroniarzy w stróżówce, a następnie zajęliśmy się walką z resztą. W trakcie wymiany strzałów, Antoni wpadł na pomysł użycia swoich mocy i wyłączył światło. Trochę nas to opóźniło, bo chuja było widać i musieliśmy poczekać, aż znowu będzie coś widać. Nic, ja z Szuckim zająłem się gonieniem reszty strażników i ich pozabijałem, a reszta podążyła do skarbca. Trochę się pomocowali z drzwiami do skarbca, ale udało się im jakoś je otworzyć. Każdy zabrał tyle ile mógł unieść i uciekliśmy zaraz z przed nosa policji. Po drodze wysiedliśmy z naszym Wu i wróciliśmy ukradkiem do Pałacu. Nie mieliśmy za bardzo planu co zrobić ze zdobytymi skarbami, więc ukryliśmy je w pokoju. Poprosiliśmy ducha, żeby miał na nie oko, ale on po prostu wydał nas Kuri. Następnie mieliśmy z tego powodu nieprzyjemność dostania nagany od Soo Lin i obiecaliśmy jej już więcej nie napadać, ani nie robić nic równie głupiego. No trochę nie za ciekawie, biorąc pod uwagę to, że chcemy wysadzić jedną z największych fabryk w tym mieście. Ale może się o tym nie dowie.

Dla mnie osobiście całe to przeżycie było niesamowitym doświadczeniem i poczułem, że cała ta sprawa poprowadziła mnie dalej na mojej ścieżce. Hoang jednak inaczej to postrzegał, może nasze drogi nie są takie podobne jak nam się wydawało.

View
Przygotowania

Świr nie miał żadnego pomysłu na to jak zabrać się za okradanie banku, ale starał się wszystkich przekonać, że jest w tym ekspertem. Załatwił przynajmniej plany, ale jak obejść zabezpieczenia to nie miał pojęcia. Musieliśmy z Hoangiem sami się tymi zająć. Obadaliśmy jak wygląda ten budynek i zdecydowaliśmy pogadać z duchem od zabezpieczeń elektronicznych w tym banku. Znaleźliśmy i otworzyliśmy przez niego stworzony zamek, a następnie się dogadaliśmy z nim, żeby się do nas przeniósł do Pałacu. My zapewnimy mu najlepsze zabezpieczenia elektroniczne dostępne na rynku, on się będzie nimi opiekował, ale też wyłączy wszystkie zabezpieczenia i alarmy na czas naszego napadu.

Udało się wszystko tak ugadać, że Soo Lin zapłaciła za zabezpieczenia i tym samym opłaciła nasz napad na bank. Ducha przedstawiliśmy Kuri i może się polubią. Wszystko jednak zajęło tyle czasu, że Soo Won zdążyła z ugadanym kontraktem wrócić z Wietnamu. Niedowierzała w to co mamy zrobić, ale że już było wszystko zorganizowane, to zdecydowała się uczestniczyć w akcji z nami. Malkav za to zdecydował, że jednak nie chce z nami wysadzać fabryki, więc całe załatwianie przez Soo nie miało sensu. No i co my teraz z tym wszystkim zrobimy?

View
Sprawa materiałów wybuchowych

Za bardzo nie mieliśmy dobrego pomysłu na zorganizowanie bomb do wysadzenia fabryk, ale dziwnym zbiegiem okoliczności z nieba spadły nam dwa mega brzydkie wampiry. Szkoda, że nie jakaś fajna wampirka, ale trzeba łapać to co życie daje. Okazało się, że obaj są specjalistami jeśli chodzi o organizowanie rzeczy, wybuchy i wszystko inne. Wyglądali na naciągaczy, a jeden niezbyt przekonująco straszył zabiciem drugiego, który niezbyt przekonująco spierdolił. Long story short, umówiliśmy się z nimi, że nam pomogą wysadzić fabrykę za opłatą w narkotykach i załatwią też materiały do tego celu. Narkotyki sprowadzimy z Wietnamu i będziemy już pewnie je tak przez dłuższy czas rozprowadzać, bo wygląda na to że w tej Polsce z tym słabo.

Dalej, ten bardziej pojebany załatwił nam plany tej fabryki. Okazało się, ze jest to jakiś moloch i sprawa nie będzie tak prosta jak się z początku wydawała. Ten bardziej strachliwy zrezygnował z udziału bojąc się pewnie Hansa.

Soo Won za to wybrała się do naszej rodzimej krainy by pozyskać jakieś kontakty i zorganizować transport narkotyków. Jako że okazało się, że w tym momencie zostaliśmy z Hoangiem bez kasy, to zdecydowaliśmy się z pojebem napaść na bank. W czym niechętnie też uczestniczył Szucki.

View
Journey into the Dark
Into Darkness

Spotkaliśmy się u Kuei Jinów w ich pałacu. Tam Kuri odprawiła rytuał i przenieśliśmy się jak wyjaśniła do Penumbry, lustrzanego odbicia naszego świata, jednak nie do końca takiego samego i zamiekszałego przez olbrzymie pająki i inne dziwne istoty.

Ruszyliśmy szukać zejścia w dół, przeszliśmy wydrążonym w ziemi tunelem i wyszliśmy w lesie za miastem. Tam Kuri otwarła księżycowy most, którym podążyliśmy w głąb umbry. Po drodze spotkaliśmy dziwne duchy, które zadały nam zagadki, które nie były chyba zbyt spójne, ale to w końcu duchy.

Po minutach lub godzinach krajobraz ją się pokrywać coraz gęstszą mgłą. W końcu nie widzieliśmy nawe mostu, za to przed nami działa ciemna dziura. Znaleźliśmy 3 ścieżki – stalową, złotą i srebrną. Demokratycznie wybraliśmy stalową. (2:1:1) Zagłębiliśmy się w labirynt jaskiń i pieczar. Czułem mojego przyjaciela i wiedziałem gdzie mam podąrzać. Słyszeliśmy rózne głosy i czuliśmy obecność zagubionych dusz, ale Kuri wcześniej ostrzegała nas że otchłań będzie nas wzywać i nie zbaczaliśmy z celu.

Natrafiliśmy na ślady obozowiska, a następnie trafiliśmy na jego właścicieli. Legion – grupa rzymian, którzy błąkają się po jaskiniach i szukaja wyjścia lub domu i walczą z potworami. Okazali się całkiem wporzo i pozwolili nam iśc ze sobą, póki nasze ścieszy są zbieżne.

View
Na ratunek!

Tej nocy miałem koszmary. Słyszałem głos. Głos mojego przyjaciela wzywający pomocy. I czułem przy tym strach. Po przebudzeniu przeanalizowałem te odczucia i doszedłem do wniosku że to nie był zwykły sen. Czem prędzej wybrałem się do jego domu i tam otwarł mi jego ghul, który powiedział że Pan zamknął się w pracowni i nie wychodzi.

W środku ujrzałem dziwną mgłę i uczucie zimna i braku zmysłów, kolorów, życia. Na stole leżała księga w starożytnym języku. Spróbowałem przywołać ciemność i wyczułem że coś jest po drugiej stronie, jednak byłem zbyt słaby aby się tam dostać. Potrzebowałem pomocy.

Kuei Jini wisieli mi przysługę, więc zgodzili się obejrzeć zdjęcia, które im dałem i zbadać miejsce. Zawiozłem ich na miejsce z zawiązanymi oczami, aby nie zdradzić kryjówki mego przyjaciela. Ich konsultacje okazały się zaiste straszne, bowiem okazało się ze mój przyjaciel jest zagubiony w otchłani, a wyciągnięcie go z tamtąd nie będzie łatwe. 

Poprosili w zamian o wielką przysługę ode mnie i od mego przyjaciela i sprowadzili potężną nekromantkę, która przeniesie mnie w zaświaty i pójdzie z nami uratować go z niebytu.

View
Rownowaga w śmierci jako zaprzeczenie jej istoty

Duchy zmarlych w tym kraju sa wyjatkowo niespokojne. Chcąc pomoc naszej siostrze Soo Won odnalezc Kin Jina, który porwal dziecko z jej rodziny, udalismy sie na dworzec centralny gdyż  wedlug Lisa miał się tam pojawić. Na miejscu zastalismy zblakana dusze i obiecalismy jej ukojenie w zamian za pomoc w naszej swietej misjii. Smutna dusza mysli że znajdzie szczeście w zemscie na tym co pozbawil jej fizycznej powloki, myli sie, ale kim jestem żeby oceniać jej droge. Razem z Wu rzucilismy sie w wir zagadek, tropow i adresow, az w końcu udalo sie odnalezc przepelnionego mrokiem i rozkładem stwora. Za życia drapieznik cieszacy sie z swych łowów, ale zbyt skupiony na odczuwaniu doznania zamiast na jego istocie. Został z latwoscia zmanipulowany i wciagniety w nasza siec intryg. Konfrontacja bedzie niesamowicie interesujaca, musze oddac sie medytacjom na ten temat aby w odpowiedniej chwili wyciagnac właściwie wnioski.

View
Dziennik Soo Won wpis 4
Praski Pałac

Po przylocie do Warszawy zrealizowałam na lotnisku czek i dostałam miliardy lokalnej waluty – złotówek. Wydawało się wtedy, że jesteśmy zabezpieczeni finansowo na lata.  Poprosiliśmy taksówkarza, by zawiózł nad do miejsca, gdzie można znaleźć najwięcej Wietnamczyków i trafiliśmy na Stadion Dziesięciolecia – dawny stadion, a obecnie ogromne targowisko. Pierwszy kontakt z mieszkańcem pokazał, że bez nauki lokalnego języka – brzmiącego jak szelest liści zwijających się jesienią – nie będziemy w stanie tutaj funkcjonować.

Pierwszym lokalnym Kuei-Jinem, którego spotkaliśmy, była Lao Tsu. Uznała ona nasz przylot w trumnach jako mało subtelny, ale poza tym aż do ostatnich wydarzeń mieliśmy z nią dobre stosunki. Jest ona majordomusem lokalnego pałacu. Bardzo kompetentna i niedostępna niczym wnętrze góry.

W pałacu mieszka łącznie 7 Kuei-Jinów i nie ze wszystkimi mamy dobre stosunki. Dwoje z nich przybyło z pałacu Soo Lin, Won Tona jeszcze nie spotkaliśmy, a Kuri Nguyen (Kurin) już za pierwszym razem zostawiła złe wrażenie, które od tego czasu tylko się pogorszyło. Nie tak powinny wyglądać nasze relacje. Chyba czas je naprawić, a przynajmniej dowiedzieć się czemu sytuacja jest taka, a  nie inna.

Sakura, starsza tutejszego pałacu jest Strażniczką, która stanowi godny wzór do naśladowania. Gdyby tylko była mniej niedostępna! Jakie dysputy mogłybyśmy prowadzić! Jej niedostępność nie pozwala również zrozumieć, jakie do końca ma wobec nas oczekiwania. Czuję, że nasze przybycie spowodowało poruszenie się wielu mechanizmów w lokalnej społeczności Shen i staliśmy się pionkami w grze, której zupełnie nie rozumiem. Zdaje się, że Sakura przez swoje stanowisko w pewnych kwestiach ma związane ręce i liczy, że my zrobimy coś za nią, ale powiedzieć tego nie może.

Pozostałymi mieszkańcami pałacu są: Chien Mien – kolejny Strażnik, z którym powinnam spędzać więcej czasu; Pong Go – nasz mistrz sztuk walki – aby przyjął nas na nauki przez trzy dni musieliśmy się medytować i nie żywić się. Nie było łatwo, ale jego nauki warte były tego poświęcenia; Woo Lee – kolejny Smok, którego jowialność mnie odstręcza, ale moim braciom zdaje się odpowiadać.

View
Dziennik Soo Won wpis 3
Sajgon po latach

Nieżycie zaczęło nagle biec dużo szybciej od czasu, gdy Soo Lin wezwała nas do siebie na krótką rozmowę. Chociaż było to zaledwie kilka miesięcy temu, zdawać by się mogło, że upłynęły od tego czasu lata.

Dostaliśmy przykaz wyruszenia ku nowym doświadczeniom – 10 lat na obcej ziemi ma nas zmienić w samodzielnych i pełnowartościowych członków społeczności Kuei-Jinów. Patrząc wstecz, jeśli Soo Lin oczekiwała zmian, to na pewno je dostanie. Naszą misją zostało odnalezienie i zadbanie o nasze rodziny, które przeniosły się do Europy Wschodniej. Sugerowanym krajem była Polska.

Zebraliśmy trochę wiedzy o tym kraju w bibliotece i ruszyliśmy do Sajgonu, by tam wyrobić papiery i zorganizować przelot samolotem do stolicy tego obcego kraju.

Z Sajgonu z mojego dzieciństwa niewiele zostało. Z mojej siatki szpiegowskiej jeszcze mniej. Nocowaliśmy w piwnicy na jakimś blokowisku (czemu nie w sajgońskim pałacu?) i po raz pierwszy doświadczyłam działania temperamentu moich braci. Gdy w piwnicy nakryła nas jej właścicielka, Hauang z Ph’o’ngiem prawie ją zabili. Ułagodziliśmy jej strach eliksirem Yang i historią o byciu przodkami.

Sytuacja skończyła się gorzej, gdy kontakt mający nas zaprowadzić do fałszerza okazał się człowiekiem niehonorowym. Chyba żaden z atakujących nas bandytów nie przeżył. Nie jestem dumna z tej chwili. Od tego czasu jeszcze wielokrotnie czułam, chęć natychmiastowego wprowadzenia sprawiedliwości zamiast poddania się medytacji nad właściwą ścieżką. Droga do oświecenia okazała się trudniejsza, niż przedstawiana na naszych naukach.

Nieobecność kontaktu spowodowała, że fałszerz nie chciał nam na początku zaufać i nie ułatwiał tego fakt, że Hoang odciął jego linię telefoniczną, ale ostatecznie papiery zdobyliśmy i polecieliśmy do Polski.

View
Dziennik Soo Won wpis 2
Pierwsze kroki na ścieżce

Ostatnie wydarzenia porwały mnie i straciłam poczucie kierunku. Ścieżka do oświecenia prawie zniknęła mi sprzed oczu. Czas poświęcić się medytacji, by z powrotem ją odnaleźć.

Pierwszy obraz, który pojawia się przed oczami to wnętrze chatki w biednej wiosce. Stara kobieta podająca miskę zupy, właściwie gorącej wody, bo tak jest biedna. I ta sama kobieta padająca od strzału z karabinu, na tle płonącej osady.

Kolejny obraz, to sala jadalna bez okien, gdzie jedzenie, poza mięsem i winem, zamienia się w ziemię. Czołganie się w tunelu za Phu’o’ngiem i Hoangiem, i nagły blask księżyca oblewający łąkę.

To wydarzenie powiązało nas więzami silniejszymi, niż rodzinne. To moje Wu. To moi bracia. Mimo wyboru różnych ścieżek, zawsze będziemy razem.

Pamiętam pierwsze spotkanie z Nguyenem i niedowierzanie, gdy powiedział, że ostatnie kilka lat spędziliśmy pod ziemią, żywiąc się trupami aż ponownie odzyskaliśmy świadomość. Pamiętam smak pierwszej krwi wypitej pod jego instruktażem. Przez wiele lat prowadzono nas za rękę, dając nam zawsze proste rozwiązania i oceniając wszystko za nas. Teraz świat zrobił się bardziej skomplikowany.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.