Nhật ký ma cà rồng

Phantom der Nacht
Wpis 4

 Po pierwsze, musiałem przedstawić się obecnemu władcy miasta; niejakiemu Ciepłowowi a później o ile prezentacja poszłaby po mojej myśli spróbować nawiązać kontakty wśród lokalnych Nosferatu. Z pomoca przyszedł mi Potocki a raczej jego sekretarka która zaprowadziła mnie do Księcia. Całkiem niezła z niej sztuka. Po drodze spotkaliśmy jednego z Nosferatu: Michała, jak się okazało znał mnie, więc była szansa że sprawy pójdą gładko.

Ku mojemu zdziwieniu tak właśnie było, Ciepłow przyjął mnie do miasta w zamian za mglistą obietnicę przyszłych przysług. Nosferatu przywitali mnie nawet cieplej, wygląda na to że byłem dosyć znany lokalnej społeczności Spokrewnionych przed swoim zniknięciem. Primogen klanu był nieco bardziej oschły i szybko przeszedł do interesów twierdząc, że wie kim naprawdę jestem, było mi to nawet na rękę; mogłem zrzucić fasadę zagubionego nieudacznika i zająć się tym po co zostałem do Warszawy wysłany, o ile po 4 latach było jeszcze się czym zajmować…

 

 

View
Dziennik Soo Won wpis 8
Nowi znajomi

Gdy przybyliśmy z powrotem do pałacu, na miejscu czekał na nas gość. Był to tutejszy KinJin nazwiskiem Szucki, oferujący nam materiały wybuchowe i wszelką inną pomoc za pieniądze i katanę. Z lokalnego składziku Lao Tsu pomogła nam wybrać tani miecz – pamiątkę dla turystów, który sprezentowaliśmy Szuckiemu. W międzyczasie pojawił się również drugi KinJin, który po zajechaniu autobusem otoczonym kordonem policyjnym zaczął grozić temu pierwszemu śmiercią. Sam zajmuje się wybuchami i obiecał pomoc za otwarcie kanału do przemytu narkotyków.

Nie spodobało mi się to nagłe pojawienie osób, które doskonale wiedzą, czym mamy zamiar się zajmować. Prawdopodobnie nie byliśmy wystarczająco ostrożni wypytując o materiały wybuchowe na Stadionie. Wiem, że obaj będą chcieli czegoś więcej, niż tylko to, o czym oficjalnie mówią i, paradoksalnie, szaleniec wydawał się bezpieczniejszą opcją, dlatego zaczęłam organizować wyjazd do Sajgonu, na spotkanie z tamtejszym półświatkiem.

View
Dziennik Soo Won wpis 7
Poszukiwanie dziecka

Na samym początku naszego pobytu, korzystając z pomocy Chien Miena, wytypowaliśmy możliwe miejsca, w których pracują nasze rodziny. Po odwiedzeniu kilku udało nam się ustalić, jaki tryb życia prowadzą oraz gdzie mieszkają. Przeznaczenie spowodowało, że rodziny Ph’o’nga i Hoanga mieszkają razem oraz obie rodziny trudnią się handlem na Stadionie. Natomiast moja prowadzi restaurację i mieszka nieco dalej od nich. Serce moje rozpacza na myśl o tym, w jakich ciężkich warunkach muszą oni egzystować! Koniecznym będzie pomóc im i plan jak to zrobić powoli zarysowuje się.

Dzięki tym wiadomościom, poszukiwania dziecka zaczęliśmy od sprawdzenia, kogo brakuje. Okazało się, że był to jeden z moich krewnych, który zniknął idąc z domu na Stadion. Starając się wczuć w sposób myślenia dziecka, trafiliśmy do parku, gdzie napotkany tam duch opowiedział o tym, jak dziecko pasujące do opisu przewróciło się i zostało zabrane do szpitala przez jakiegoś mężczyznę. Nie mając lepszego pomysłu ruszyliśmy do najbliższego szpitala, gdzie, mimo niesprzyjającej godziny, udało się przekonać recepcjonistkę, że musimy wejść na oddział dziecięcy. Dziecka na oddziale nie znaleźliśmy, jednak dzięki rozmowie z kolejnym duchem dowiedzieliśmy się, że jego rączka została odcięta przez KinJina-chirurga nazwiskiem Zbędny.

Ponieważ dowiedzieliśmy się, kiedy ma następny dyżur w szpitalu, nie było trudno się z nim spotkać. Okazał się istotą szaloną, wobec której uczynkiem miłosierdzia byłoby wyciągnąć ją z wielkiego koła życia. Ścieżka Dharmy jest kręta i czasem to, co sprawiedliwe musi mieć miejsce przed tym, co miłosierne. Zawarliśmy z nim umowę: on odda nam fiolkę swojej krwi, a my za to założymy dla niego firmę „Jan Niezbędny”, produkującą środki gospodarstwa domowego.

Co równie ważne, dowiedzieliśmy się, że zbędny odciął dziecku rękę, gdyż poprosiła go oto znajoma KinJin. Poprosiliśmy zaznajomionego ducha ze szpitala, by ją śledził.

View
And grace will lead us home
Wpis 3

Towarzysze tej dziwnej podróży wyjaśnili mi, że aby odnaleźć tego którego nazywano "Mistrzem" musimy udowodnić, że jesteśmy cieniami. Wiedziałem że ja jestem, ale miałem wątpliwości co do reszty. Mieliśmy dwójkami podejmować się kolejnych testów, mnie i Szuckiemu (tak przedstawił się dziwny Spokrewniony) przypadł sprawdzian umiejętności skradania się. Był całkiem niezły, ale ja byłem lepszy Pewnie myślał, że ciemność jest jego sojusznikiem. Ale on tylko jej używał. Ja skądś wiedziałem, że się w niej urodziłem, ona mnie uformowała. Obaj przeszliśmy koło cieni niezauważeni.

Kolejnych prób musieli podjąć się pozostali mimo, że do testu tropienia ponownie zgłosiłem się ja i Szucki.    W końcu udało się odnaleźć właściwą drogę i dotarliśmy do pomieszczenia w którym pod sufitem, zamknięty w klatce uwięziony został tajemniczy "Mistrz". Uwolnienie go wymagało rozwiązania prostej zagadki, dużo trudniejsze było wyrwanie go ze stuporu, ale Szucki jakoś dał radę. Udaliśmy się w drogę powrotną nie niepokojeni przez cienie. 

Wyjście do świata materialnego podziałało na mnie jak kubeł lodowatej wody, niejasno przypomniałem sobie jak znalazłem się w otchłani i co było moim celem. Problemy zaczęły niestety się piętrzyć jeden za drugim: nie miałem ubrania, schronienia ani pieniędzy czy broni. Nie miałem pojęcia co stało się z moimi sojusznikami i jakie zmiany zaszły podczas mojej nieobecności.

Na szczęście "Mistrz" który był Spokrewnionym z klanu Lasombra obiecał mi pomoć w zamian za wyciągniecie go z otchłani, po przedstawieniu się w taksówce zaprosił mnie do swojego domu…

View
Through many dangers toils and snares
Wpis 2

Jedna z azjatek twierdziła że jedyną drogą wyjścia jest droga na przód, a dziwny Spokrewniony wyjawił że celem ich wspólenej podróży do otchałani było odbicie kogoś kogo nazywał "Mistrzem". Nie mając innych perspektyw na ratunek, ruszyłem z nimi. 

Szybko okazało się że dłuższe pozostawanie w tym miejscu nie jest najzdrowsze dla naszej poczytalności, cienie mamiły i ogłupiały. Wydawało się jakby mówiły do reszty, ja jednak z jakiegoś powodu niczego nie słyszałem.

W pewnym momencie wkroczyliśmy do miejsca wyglądającego jak arena, a przed nami stanęły dużo bardziej materialne cienie. Wyglądały dziwnie zajomo i nie kojarzyłem tego wspomnienia najmilej. Ale miałem nóż zabrany z dziwnej ludzkiej wioski. Pamiętałem że nieźle radzę sobie z nożem. Euforia walki zaćmiła mój umysł aż ostatni z przeciwników rozpłynął się w nicość. Nie byłem świadom jak brakowało mi tego uczucia…

View
I once was lost, but now I'm found.
Wpis 1

Kiedy mnie znaleźli nie pamiętałem nic oprócz tego jak mnie nazywano.

Nie wiedziałem jak znalazłem się w otchłani ani jak długo się tam błąkałem. Towarzyszyło mi mgliste wspomnienie pogoni za tropioną długo zwierzyną. Mój umsył tonął w ciemności, aż nagle poczułem że nie jestem sam.

W jaskini był ktoś jeszcze, oprócz cieni. Trzech mężczyzn poszukujących dwóch kobiet. Jeden z nich był Spokrewnionym i na pierwszy rzut oka rozpoznał we mnie Nosferatu. Dwóch pozostałych było przedstawicielami gatunku którego nigdy wcześniej nie spotkałem, a  który chińczycy nazywają jiangshi a zachodnie wampiry Kuei-Jin.

Szukali swoich dwóch zaginionych towarzyszek, zgodziłem się pomóc w zamian za obietnicę wyprowadzenia mnie z otchłani. Trop był świeży ale ciemność nie ułatwiała zadania. W końcu na naszej drodze stanął jeden ze strażników, nie byliśmy w stanie go ominąć a kiedy jeden z Kuei-Jin mu się objawił przeniósł nas do zupełnie nowego piekła.

Trafiliśmy do jakiejś dziwnej wioski z innej epoki, której mieszkańcy wydawali się czcić Spokrewnionych. Po drobnych problemach z komunikacją, udało nam się dowiedzieć, że jedynym sposobem na odnalezienie zaginionych jest odprawienie dziwnego rytuału. Nie mając innych pomysłów poddaliśmy się działaniom tubylców i rzeczywiście krótko potem obudziliśmy się spowrotem w jaskini, obok dwóch poszukiwanych kobiet.

 

View
Otchłań, czyli tam i z powrotem!

Kolejne testy zagłębiając się głębiej w Otchłań, mieliśmy podjąć parami. Najpierw był test cichego poruszania się jak Cień, więc ja i Rasz zniknęliśmy i skradaliśmy się jakies 15 minut. Potem był test, który przeszła ta ciemna z Piong Yangiem. Dotarliśmy do wielkich wrót w kanionie z cieni, które otwarła.

W końcu dotarliśmy do klatki z cieni, we wnętrzu której, był zamknięty mój mistrz. Soo Won i ostatni, który nie brał testu znaleźli jakiś zamek i klucz i udało im się wypuścić mojego mistrza. Na początku myślał że to kolejna sztuczka cieni, ale wkrótce udało mi się go przekonać że ja to ja, za co zostałem przez niego obdarowany. Nie zwklekając uciekliśmy z tamtąd, słysząc jakieś złożeczenie cienii, ze sprowadzimy zło na świat, czy inne pierdolenie.

Udało nam się wrócić do świata żywych, gdzieś w lesie, skąd w końcu znaleźliśmy drogę i taksę do domu. Zółtki pojechały do siebie, a Mistrz przygarnął Rasza, dał mu schronienie i ubranie, taki z niego gentelmen! A potem wzięł mnie żeby mi powiedzieć o co na prawdę chodzi… 

View
Otchłań, czyli tam i głębiej

Zaginione dupery cośtam pamiętały co się z nimi dzialo, ale niewiele. Więcej kojarzyła starsza, i twierdziła że jak odprawiliśmy rytuał w tamtej dziwnej krainie, to możemy iść głębiej, bez postradania zmysłow.

Poszliśmy głębiej i coraz mocniej wyczuwałem mojego Mistrza. Zaczeło się robić coraz ciemniej, okolica przypominała morze ciemności z dziwnymi wielorybami i innymi mackami przepływającymi obok.

Na naszej ścieżce stanął The Cień, który poedział że jak chcemy do miszcza, to musimy być jak cienie. Ja że spoko. Weszliśmy na arenę, na której pojawiły sie trzy macki z ciemności. Wyrwaliśmy je bardzo łatwo. Potem pojawił się Duży Cień i Dwa Średnie Cienie, co zaczeły przywoływać wpizdu macek. Rzuciłem się na nie ze swoimi kłami, używając mocno krwi i akceleracji, twarde były jak fiks, ale mało robiły sukinsyny. W końcu pękły jak balonik, a my mogliśmy iść dalej.

View
Dziennik Soo Won wpis 6
Cieplov

Cieplov jest drugim z tutejszych włodarzy. Spotkaliśmy się z nim dwukrotnie, spotkania były szybkie i niewiele na nich zyskaliśmy. Po raz pierwszy spotkaliśmy się z nim, głównie, żeby go poznać. Za drugim razem, gdy wpadliśmy na pomysł, by wystawić mu Schrötera – Getto znajduje się na terenie Cieplova, więc zgodnie z panującymi tu zasadami Schröter nie powinien się tam pojawiać i wykorzystywać tamtejszych duchów. Dla Cieplova nasze informacje nie były nowością i ogólnie dał nam do zrozumienia, że ze Schröterem łączą go interesy i nie może/nie chce nic mu zrobić. Mieliśmy jednak drugą sprawę do omówienia.

Było to kilka nocy po tej, gdy po raz pierwszy spotkałam się z istotą grającą z cienia. Wtedy podała się za Annę – zausznicę  Cieplova. Dała nam fiolkę mówiąc, że w środku znajduje się esencja jej życia, którą mieliśmy sekretnie dać Cieplovowi do wypicia. Wtedy nie wiedzieliśmy, co to oznacza. Istota dodatkowo powiedziała, że ma oko na nasze rodziny, a nie sposób ufać komuś, kto ci grozi. Ruszyliśmy więc na spotkanie z Cieplovem domagając się poufności i zapewnienia nam bezpieczeństwa. Zostaliśmy zaprowadzeni do kanalizacji przez KinJin o niecodziennej urodzie. Zdaje się, że nazywają ich Nosferatu. Opowiedzieliśmy księciu o spotkaniu z Anną, dowiadując się, że to spotkanie byłoby niemożliwe, gdyż przebywała ona poza miastem. Przekazaliśmy mu fiolkę krwi, wymuszając na nim obietnicę, bym zapewnił bezpieczeństwo naszym rodzinom. Obietnica ta nie była wiele warta, gdyż kiedy wróciliśmy od wizyty u HengeYokai, w naszym pokoju znaleźliśmy odciętą dziecięcą rączkę razem z liścikiem wyraźnie wskazującym, że odpowiedzialną za to jest istota kryjąca się w cieniach. Włożyliśmy rączkę do zamrażalnika i ruszyliśmy na miasto szukać reszty dziecka. O włamaniu poinformowaliśmy Lao Tsu, pomijając jednak sprawę nieprzyjemnego podarku. Spróbowaliśmy też umówić się poprzez Annabelle Yang na spotkanie z Cieplovem, jednak nie udało się to. Dowiedzieliśmy się tylko, że krew w fiolce z pewnością nie należała do Anny, a Cieplov wie o tym, że chronienie naszych rodzin mu nie wyszło. Zadziwiające, że ktoś taki śmie nazywać się księciem miasta.    

View
Dziennik Soo Won wpis 5
Wszystko dla katany

Pierwszego wieczoru gdy ruszyliśmy oglądać nasze nowe miejsce życia od razu trafiliśmy na oznaki niesprawiedliwości. Od tego czasu wielokrotnie mieliśmy z nimi styczność. Zwykle, pierwszym sygnałem, że jest coś nie tak jest grupa kilku mężczyzn potężnej postury ubrana w błyszczące dresy. Czasem powstrzymujemy ich  pozbawiając jedynie przytomności, czasem wybijając ich z błędnego życia, w którym się pogubili. Zdaje się, że zdobyliśmy w ten sposób lokalną sławę.

Co ważniejsze jednak, na moście spotkaliśmy potężnego ducha, księcia Piorunów – Raidena.  Obiecał zostać naszym sprzymierzeńcem jeśli uda nam się zdobyć i oddać mu jego katanę. Katana ta znajdować się miała  w posiadaniu lokalnego KinJina o imieniu Schröter. Gdybyśmy wiedzieli, co to naprawdę oznacza! Wtedy jednak zadanie wydawało się proste i zgodziliśmy się. Wprowadziło nas to na ścieżkę, którą wciąż podążamy zagłębiając się coraz bardziej w to miasto i brudząc się jego polityką oraz mrokiem zamieszkającym dusze ludzi i nieludzi w nim żyjących.

Schröter okazał się jednym z trzech tutejszych włodarzy – gryzących się między sobą jak wygłodniałe psy. Podobno ma włoskie korzenie, ale je ukrywa. Podobno jest przyczyną cierpienia semickich duchów zamieszkujących dzielnicę zwaną Byłym Gettem Żydowskim. Teren ten jest przesycony bólem – istota za to odpowiedzialna nie powinna znajdować się w wielkim kole życia. Tamtejsze duchy zgodziły się nam pomóc w zniszczeniu ich ciemiężcy, jeśli uda się nam osłabić ich cierpienie.  

Poszukiwanie odpowiedniej osoby do odprawienia takich rytuałów zaprowadziło nas do spotkania z miejscowymi HengeYokai – wszystkie zmieniają się w wilki i bardzo źle reagują na pytania związane z tym zagadnieniem. Pewnie historia z tym związana jest smutna bądź wstydliwa. Źle reagują również na wchodzenie na ich tereny bez zapowiedzenia, czy pukania… Ogólnie jawią się jako istoty, którym przydałby się trening medytacji umożliwiający odnalezienie wewnętrznego spokoju. Niemniej, wilkołaki zgodziły się nam pomóc – zarówno w rytuałach jak i walce z Schröterem w zamian za dwie rzeczy: przyniesienie fiolki krwi kogoś z otoczenia Cieplova (o nim następnym razem) i wysadzenie w powietrze pewnej fabryki (gdybyśmy wiedzieli, co to naprawdę oznacza!)

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.